Emocje

Przebodźcowanie czy nieposłuszeństwo — jak rozpoznać, co dzieje się z dzieckiem?

Krzyk, odmowa, uciekanie od zadania albo nagły wybuch mogą wyglądać jak nieposłuszeństwo, ale czasem są sygnałem, że dziecko jest już przeciążone. Pokazujemy, jak odróżniać brak współpracy od przebodźcowania i jak reagować tak, żeby nie dokładać napięcia.

Autor: Urszula Czekirda — konsultacje rodzicielskie, ASD, wsparcie pedagogiczne, doradztwo zawodowe

Kwalifikacje: Pedagog i pedagog specjalny — praca ze spektrum autyzmu; Trener umiejętności społecznych i wsparcia w codziennym funkcjonowaniu; Psycholog kliniczny - psychoterapia w trakcie uzupełniających studiów; Doświadczenie w HR i planowaniu ścieżek zawodowych

„Proszę trzeci raz i nadal nic”.

„Przecież doskonale wie, czego od niego oczekuję”.

„Wystarczyło założyć buty, a skończyło się krzykiem”.

„Jak chce, to potrafi, więc chyba po prostu nie chce współpracować”.

Takie sytuacje mogą pojawiać się w wielu domach. Dziecko odmawia wykonania prostego polecenia, zasłania uszy, zaczyna krzyczeć, ucieka do swojego pokoju albo reaguje złością na coś, co z naszej perspektywy wydaje się drobiazgiem.

Naturalnie próbujemy wtedy ocenić zachowanie.

Czy dziecko sprawdza granice? Czy nie chce współpracować? Czy próbuje postawić na swoim?

Czasem rzeczywiście chodzi o sprzeciw, frustrację albo zwykłe „nie chcę”.

Czasem jednak widzimy nie nieposłuszeństwo, lecz przeciążony układ nerwowy.

Dziecko nie odmawia dlatego, że postanowiło zrobić nam na złość. Może być w takim stanie, że kolejne polecenie, dźwięk albo dotyk stają się czymś, czego nie jest już w stanie przetworzyć.

Rozróżnienie tych sytuacji jest ważne, bo każda wymaga trochę innej reakcji.

Czym właściwie jest przebodźcowanie?

Przebodźcowanie pojawia się wtedy, gdy liczba lub intensywność bodźców przekracza aktualne możliwości dziecka do ich przetwarzania.

Bodźcem nie musi być wyłącznie głośny dźwięk.

Obciążające mogą być również:

  • światło,
  • zapachy,
  • dotyk,
  • tłok,
  • temperatura,
  • niewygodne ubranie,
  • rozmowy kilku osób jednocześnie,
  • konieczność ciągłej koncentracji,
  • częste zmiany planu,
  • emocje innych ludzi,
  • presja czasu,
  • seria poleceń,
  • trudne zadanie,
  • intensywne kontakty społeczne.

Każdy z tych elementów może być stosunkowo niewielki.

Problem pojawia się wtedy, gdy jest ich za dużo naraz albo gdy dziecko od wielu godzin funkcjonuje bez możliwości regeneracji.

Przebodźcowanie nie zawsze wygląda dramatycznie od początku. Napięcie może stopniowo rosnąć przez cały dzień, aż w pewnym momencie nawet niewielkie wymaganie okaże się „za dużo”.

To, że dziecko wcześniej dawało radę, nie oznacza, że nadal ma zasoby

Możemy powiedzieć:

„Przecież pięć minut temu normalnie się bawił”.

To możliwe.

Dziecko może przez długi czas utrzymywać się tuż poniżej swojej granicy. Nadal rozmawia, wykonuje zadania i wygląda na spokojne.

Wystarczy jednak kolejny bodziec.

Może nim być:

  • odkurzacz,
  • płacz rodzeństwa,
  • konieczność przerwania ulubionej aktywności,
  • pytanie zadane w złym momencie,
  • nieoczekiwana zmiana,
  • prośba o wykonanie kolejnego zadania.

I nagle pojawia się wybuch.

To nie oznacza, że ostatnie zdarzenie było wyjątkowo trudne. Mogło być jedynie ostatnim obciążeniem, na które zabrakło już zasobów.

Jak może wyglądać przebodźcowanie?

Nie istnieje jedna reakcja.

Dziecko może:

  • zasłaniać uszy,
  • mrużyć oczy,
  • unikać dotyku,
  • mówić, że wszystko jest za głośne,
  • domagać się natychmiastowego wyjścia,
  • przestać odpowiadać,
  • coraz szybciej się poruszać,
  • biegać lub skakać,
  • krzyczeć,
  • płakać,
  • rzucać rzeczami,
  • odpychać ludzi,
  • chować się,
  • kłaść się na podłodze,
  • powtarzać te same słowa,
  • reagować złością na każde pytanie,
  • całkowicie się wycofać.

Niektóre dzieci stają się bardzo pobudzone.

Inne „zamrażają się” — milkną, przestają reagować albo chcą tylko znaleźć się w spokojnym miejscu.

Jeszcze inne długo wyglądają na opanowane, a reakcja pojawia się dopiero później, na przykład po powrocie do domu.

A jak wygląda zwykłe „nie chcę”?

Dziecko ma prawo nie chcieć.

Może nie mieć ochoty sprzątać, kończyć zabawy, odrabiać lekcji czy wychodzić z placu zabaw.

Odmowa sama w sobie nie oznacza przebodźcowania.

Przy zwykłym sprzeciwie dziecko zazwyczaj nadal ma pewną zdolność do kontaktu.

Może:

  • negocjować,
  • proponować alternatywę,
  • argumentować,
  • obserwować naszą reakcję,
  • zmienić decyzję po otrzymaniu informacji,
  • skorzystać z wyboru,
  • przyjąć konsekwencję,
  • rozmawiać o sytuacji.

Może być zagniewane, ale nadal pozostaje w relacji i jest w stanie w pewnym stopniu kontrolować sposób działania.

Przy silnym przeciążeniu ta możliwość znacząco maleje.

Dziecko może nie być już w stanie negocjować, słuchać kolejnych wyjaśnień ani skorzystać z rozwiązania, które normalnie dobrze zna.

Najważniejsze pytanie: „Czy dziecko teraz może?”

Często koncentrujemy się na pytaniu:

„Czy ono chce?”.

Warto dodać drugie:

„Czy ono w tym momencie może?”.

Dziecko może znać zasadę i nadal nie być zdolne do jej wykonania w aktualnym stanie.

Może wiedzieć, że trzeba się ubrać, ale dotyk ubrania jest w tej chwili nie do zniesienia.

Może wiedzieć, że nie wolno krzyczeć, ale jego układ nerwowy jest już tak pobudzony, że dostęp do spokojnego komunikowania gwałtownie się zmniejszył.

Może wiedzieć, że trzeba odpowiedzieć na pytanie, ale nie być w stanie uporządkować słów.

To nie oznacza, że rezygnujemy ze wszystkich oczekiwań.

Najpierw jednak sprawdzamy, czy dziecko znajduje się w stanie, w którym może z nami współpracować.

Spójrzmy na to, co wydarzyło się wcześniej

Jednym z najlepszych sposobów odróżnienia przeciążenia od zwykłego sprzeciwu jest przyjrzenie się całemu kontekstowi.

Zadajmy sobie pytania:

  • Jak wyglądał dzień dziecka?
  • Czy było dużo hałasu?
  • Czy miało możliwość odpoczynku?
  • Czy jadło i piło?
  • Jak spało?
  • Czy wydarzyła się zmiana planu?
  • Czy spędziło wiele godzin wśród ludzi?
  • Czy miało sprawdzian lub trudne zajęcia?
  • Czy wróciło właśnie ze szkoły, terapii albo imprezy?
  • Czy przed wybuchem pojawiały się wcześniejsze sygnały napięcia?

Jeżeli widzimy, że dziecko od wielu godzin funkcjonuje na wysokich obrotach, reakcja na drobne wymaganie może mieć zupełnie inne znaczenie niż taka sama odmowa w spokojny weekendowy poranek.

Zwróćmy uwagę na ciało

Przebodźcowanie często pojawia się w ciele wcześniej niż w zachowaniu.

Możemy zauważyć:

  • zaciskanie dłoni,
  • napinanie całego ciała,
  • szybki oddech,
  • czerwienienie się,
  • pocenie,
  • zasłanianie uszu,
  • mocne mrużenie oczu,
  • gryzienie rękawa,
  • zwiększoną potrzebę ruchu,
  • kołysanie się,
  • szukanie mocnego nacisku,
  • nagłe unikanie dotyku,
  • pocieranie skóry,
  • skarżenie się na ból głowy lub brzucha.

Dziecko może jeszcze odpowiadać na pytania, ale jego ciało już pokazuje, że napięcie rośnie.

To dobry moment na reakcję.

Nie musimy czekać, aż zacznie krzyczeć.

Zachowanie może być komunikatem

Zamiast od razu myśleć:

„Ono się źle zachowuje”

możemy spróbować zapytać:

„Co to zachowanie może mi teraz komunikować?”.

Być może dziecko próbuje powiedzieć:

„Jest za głośno”.

„Nie rozumiem”.

„Nie mam już siły”.

„Nie mogę znieść tego ubrania”.

„Nie potrafię zrobić kolejnego zadania”.

„Potrzebuję, żeby wszyscy przestali do mnie mówić”.

„Muszę stąd wyjść”.

Dziecko nie zawsze potrafi wypowiedzieć te zdania.

Szczególnie wtedy, gdy napięcie jest już wysokie.

Może więc komunikować potrzebę zachowaniem.

Naszym zadaniem nie jest zgadywanie wszystkiego bezbłędnie. Możemy jednak nauczyć się obserwować wzorce.

Czy przebodźcowanie oznacza, że dziecko nie odpowiada za zachowanie?

Nie.

Możemy jednocześnie uznać przeciążenie i zatrzymać zachowanie, które zagraża komuś lub narusza ważną granicę.

Jeżeli dziecko uderza, możemy powiedzieć:

„Widzę, że jest ci bardzo trudno. Nie pozwolę ci mnie bić”.

Jeżeli rzuca przedmiotami:

„Zabieram te rzeczy, żeby było bezpiecznie”.

Jeżeli krzyczy obraźliwe słowa:

„Nie będę teraz dyskutować. Wrócimy do rozmowy, kiedy będzie spokojniej”.

Nie musimy wybierać pomiędzy:

„Dziecko cierpi, więc wszystko wolno”

a:

„Dziecko zachowuje się źle, więc trzeba je ukarać”.

Możemy chronić granice i jednocześnie pomagać układowi nerwowemu wrócić do równowagi.

W przeciążeniu zmniejszmy wymagania

Kiedy widzimy, że dziecko jest blisko granicy, dokładanie kolejnych poleceń zwykle nie pomaga.

Zamiast:

„Natychmiast przestań krzyczeć, posprzątaj, przeproś siostrę i usiądź przy stole”

wybierzmy najważniejsze:

„Najpierw bezpieczeństwo. Odsuńmy się od siostry”.

Resztą możemy zająć się później.

W silnym napięciu dobrze sprawdzają się:

  • krótkie komunikaty,
  • pojedyncze polecenia,
  • spokojny ton,
  • większa przestrzeń,
  • mniej pytań,
  • ograniczenie bodźców,
  • czas na odpowiedź.

Nie oznacza to, że wymaganie znika na zawsze.

Możemy wrócić do niego, kiedy dziecko znów będzie miało zasoby.

Mniej mówienia często pomaga bardziej

Dorośli naturalnie próbują tłumaczyć.

„Przecież nic się nie dzieje”.

„Spokojnie, zaraz stąd wyjdziemy”.

„Nie masz powodu się tak zachowywać”.

„Wszyscy tutaj normalnie funkcjonują”.

„Powiedz mi tylko, o co ci chodzi”.

W przeciążeniu każde kolejne zdanie może jednak być kolejnym bodźcem.

Czasami lepiej powiedzieć:

„Jestem obok”.

„Idziemy w spokojniejsze miejsce”.

„Nie musisz teraz odpowiadać”.

„Zajmiemy się tym później”.

I na chwilę przestać mówić.

Cisza również może być formą wsparcia.

Zmniejszmy bodźce

Jeżeli podejrzewamy przeciążenie, sprawdźmy, co możemy zmienić w otoczeniu.

Możemy:

  • wyłączyć telewizor,
  • ściszyć muzykę,
  • ograniczyć liczbę osób w pomieszczeniu,
  • przygasić światło,
  • zamknąć drzwi,
  • przejść do spokojniejszego miejsca,
  • pozwolić zdjąć drażniące ubranie,
  • zaproponować słuchawki,
  • zrezygnować na chwilę z rozmowy.

Nie musimy usuwać wszystkich bodźców.

Czasem wystarczy zmniejszyć ich liczbę o jeden lub dwa.

Warto obserwować, co robi największą różnicę dla konkretnego dziecka.

Zaproponujmy znany sposób regulacji

W spokojnym momencie możemy wspólnie stworzyć listę rzeczy, które pomagają dziecku odzyskać równowagę.

Mogą to być:

  • cisza,
  • ruch,
  • huśtanie,
  • skakanie,
  • mocny nacisk,
  • koc,
  • słuchawki,
  • ulubiona muzyka,
  • spokojna gra,
  • układanie przedmiotów,
  • rysowanie,
  • kontakt ze zwierzęciem,
  • picie wody,
  • siedzenie w małej, spokojnej przestrzeni.

Nie każde dziecko chce być przytulane.

Dotyk, który zazwyczaj jest przyjemny, podczas przeciążenia może być nie do zniesienia.

Zamiast obejmować dziecko bez pytania, możemy powiedzieć:

„Chcesz przytulenie czy więcej miejsca?”.

Jeżeli dziecko nie odpowiada, dajmy mu przestrzeń i obserwujmy reakcję.

Nie wymagajmy kontaktu wzrokowego

W trudnym momencie możemy powiedzieć:

„Spójrz na mnie, kiedy do ciebie mówię”.

Dla części dzieci kontakt wzrokowy dodatkowo zwiększa obciążenie.

Dziecko może słuchać, patrząc w podłogę, ścianę albo na swoje ręce.

Nie musimy wymagać spojrzenia, żeby uznać, że pozostaje w kontakcie.

Jeżeli naszym celem jest przekazanie ważnego komunikatu, ułatwmy dziecku jego odebranie zamiast dokładania kolejnego wymagania społecznego.

Czy kara pomaga w przebodźcowaniu?

Kara może chwilowo zatrzymać pewne zachowanie, zwłaszcza jeśli dziecko obawia się konsekwencji.

Nie uczy jednak automatycznie rozpoznawania własnego przeciążenia.

Jeżeli po każdym wybuchu dziecko traci dostęp do ulubionej aktywności, może nauczyć się jeszcze dłużej tłumić sygnały napięcia.

Może próbować wytrzymać do momentu, w którym utrata kontroli jest jeszcze gwałtowniejsza.

Zamiast koncentrować się wyłącznie na karze, warto po uspokojeniu sprawdzić:

  • co doprowadziło do przeciążenia,
  • jakie były wcześniejsze sygnały,
  • czego dziecko potrzebowało,
  • kiedy można było zrobić przerwę,
  • co możemy zrobić inaczej następnym razem.

Jeżeli doszło do szkody, dziecko może później pomóc ją naprawić.

Naprawienie szkody jest czymś innym niż kara za przeciążenie.

Wróćmy do sytuacji dopiero po uspokojeniu

Rozmowa o tym, co się wydarzyło, jest ważna.

Nie musimy jednak prowadzić jej natychmiast po wybuchu.

Dziecko może być wtedy wyczerpane, zawstydzone albo nadal pobudzone.

Później możemy zapytać:

„Co było za dużo?”.

„Kiedy zacząłeś czuć, że robi się trudno?”.

„Czy przeszkadzał ci hałas, pytania, czy coś jeszcze?”.

„Co moglibyśmy zrobić wcześniej następnym razem?”.

„Jak możesz mi pokazać, że potrzebujesz przerwy?”.

Nie wymagajmy długiej analizy.

Czasami dziecko odpowie:

„Nie wiem”.

To również jest ważna informacja.

Rozpoznawania własnych sygnałów można się dopiero nauczyć.

Stwórzmy prosty sygnał „jest za dużo”

Dziecko może mieć trudność z powiedzeniem pełnego zdania:

„Jestem przeciążony i potrzebuję dziesięciu minut bez bodźców”.

Możemy razem ustalić prostszy sposób.

Może to być:

  • słowo „przerwa”,
  • pokazanie konkretnej karty,
  • gest,
  • wysłanie emotikony,
  • wskazanie poziomu na skali,
  • powiedzenie „za dużo”.

Ważne, aby taki sygnał rzeczywiście coś oznaczał.

Jeżeli dziecko mówi „przerwa”, a my odpowiadamy:

„Najpierw skończ wszystko, co masz zrobić”

szybko przestanie korzystać z tego narzędzia.

Przerwa może mieć zasady i określony czas. Powinna jednak dawać realną możliwość obniżenia napięcia.

Możemy używać skali napięcia

W spokojnym momencie warto stworzyć prostą skalę.

Na przykład:

1 — spokojnie
Mogę rozmawiać i wykonywać zadania.

2 — trochę za dużo
Zaczynam się rozpraszać albo denerwować.

3 — potrzebuję przerwy
Dźwięki, pytania lub dotyk bardzo mi przeszkadzają.

4 — jestem blisko wybuchu
Trudno mi słuchać i kontrolować reakcję.

5 — straciłem kontrolę
Potrzebuję bezpieczeństwa i minimum bodźców.

Następnie razem ustalamy, co robimy na każdym poziomie.

Najważniejsza praca odbywa się przed poziomem piątym.

Jeżeli dziecko nauczy się zauważać poziom drugi lub trzeci, może wcześniej poprosić o wsparcie.

Obserwujmy wzorce

Jeżeli podobne sytuacje zdarzają się często, warto przez kilka dni zapisywać:

  • gdzie nastąpił wybuch,
  • jaka była pora,
  • co dziecko robiło wcześniej,
  • jak długo przebywało wśród ludzi,
  • czy było głodne,
  • jak spało,
  • jakie bodźce były obecne,
  • czego od niego oczekiwaliśmy,
  • jakie sygnały pojawiły się przed reakcją,
  • co pomogło.

Możemy zauważyć, że trudne sytuacje pojawiają się:

  • zawsze w centrum handlowym,
  • po szkole,
  • podczas rodzinnych spotkań,
  • przy odrabianiu lekcji,
  • wieczorem,
  • po kilku godzinach bez jedzenia,
  • kiedy kilka osób mówi jednocześnie,
  • po zmianie planu.

Wtedy możemy działać wcześniej.

Nie czekamy na wybuch, tylko modyfikujemy warunki.

Przebodźcowanie a granice

Możemy przygotować dziecko na sytuację i nadal utrzymywać granicę.

Przykład:

Dziecko nie chce wyjść ze sklepu i zaczyna krzyczeć.

Możemy powiedzieć:

„Widzę, że jest bardzo głośno i trudno ci teraz wyjść. Idziemy jednak do samochodu. Nie będę teraz zadawać pytań. Możesz założyć słuchawki”.

Granica pozostaje: wychodzimy.

Zmienia się sposób, w jaki pomagamy dziecku ją wykonać.

Inny przykład:

Dziecko po szkole odmawia odrabiania lekcji.

Zamiast:

„Nie interesuje mnie, że jesteś zmęczony. Siadasz teraz”

możemy powiedzieć:

„Widzę, że teraz nie masz zasobów. Najpierw trzydzieści minut odpoczynku. Potem sprawdzimy, od którego zadania zaczniemy”.

Nie zawsze możemy całkowicie usunąć wymaganie.

Możemy jednak dopasować moment, liczbę kroków i sposób komunikacji.

A co, jeśli dziecko wykorzystuje przerwę, żeby unikać wszystkiego?

To częsta obawa.

Jeżeli każda trudność kończy się całkowitym anulowaniem wymagania, dziecko może rzeczywiście nauczyć się, że odmowa prowadzi do jego zniknięcia.

Dlatego warto rozdzielić dwie rzeczy:

przerwę od wymagania oraz rezygnację z wymagania.

Możemy powiedzieć:

„Robimy dziesięć minut przerwy. Potem wrócimy do jednego zadania”.

Albo:

„Dzisiaj nie zrobimy całej listy. Wybierzemy dwie najważniejsze rzeczy”.

Czasami po uspokojeniu okaże się, że dziecko rzeczywiście było w stanie wrócić do zadania.

Czasami zauważymy, że wymaganie było źle dopasowane i trzeba je zmienić.

Elastyczność nie oznacza braku granic.

Nie każda trudna reakcja jest przebodźcowaniem

Warto uważać również w drugą stronę.

Nie każde „nie” oznacza przeciążenie sensoryczne lub emocjonalne.

Dziecko może:

  • nie chcieć przerywać przyjemnej aktywności,
  • testować nową zasadę,
  • próbować negocjować,
  • złościć się z powodu odmowy,
  • nie mieć ochoty na obowiązek,
  • sprawdzać, czy granica jest stała.

To normalna część rozwoju.

Dlatego nie musimy natychmiast usuwać każdego wymagania przy pierwszym sprzeciwie.

Patrzymy na:

  • intensywność reakcji,
  • zdolność do rozmowy,
  • wcześniejsze obciążenie,
  • sygnały z ciała,
  • możliwość skorzystania z wyboru,
  • powtarzający się wzorzec,
  • czas potrzebny do odzyskania równowagi.

Nie chodzi o idealne przypisanie każdej reakcji do jednej kategorii.

Chodzi o coraz lepsze rozumienie własnego dziecka.

Co powiedzieć zamiast „uspokój się”?

„Uspokój się” jest logicznym oczekiwaniem, ale rzadko podpowiada dziecku, jak ma to zrobić.

Możemy powiedzieć:

„Widzę, że jest za dużo”.

„Przechodzimy w spokojniejsze miejsce”.

„Nie musisz teraz odpowiadać”.

„Chcesz słuchawki czy ciszę?”.

„Zrobimy przerwę i wrócimy do tego później”.

„Najpierw zajmiemy się tym, żeby było bezpiecznie”.

Dziecko potrzebuje nie tylko informacji, że powinno się uspokoić, ale także doświadczenia, co rzeczywiście pomaga jego organizmowi wracać do równowagi.

Pomagajmy dziecku wcześniej zauważać potrzeby

Najważniejszym celem nie jest gaszenie kolejnych wybuchów.

Chcemy stopniowo pomóc dziecku rozpoznawać:

„Jest mi za głośno”.

„Potrzebuję odpoczynku”.

„Nie rozumiem polecenia”.

„Jestem głodny”.

„Za dużo osób do mnie mówi”.

„Nie chcę, żeby mnie teraz dotykano”.

„Potrzebuję chwili przed kolejnym zadaniem”.

Im wcześniej pojawia się taki komunikat, tym większa szansa, że nie dojdzie do pełnego przeciążenia.

Warto traktować takie komunikaty poważnie.

Jeżeli dziecko uczy się mówić o potrzebach, a każda prośba spotyka się z odpowiedzią „nie przesadzaj”, trudno oczekiwać, że następnym razem zgłosi ją wcześniej.

Przyjrzyjmy się całemu planowi dnia

Jeżeli przebodźcowanie pojawia się niemal codziennie, nie wystarczy szukać coraz skuteczniejszych technik uspokajania.

Być może dziecko ma po prostu za dużo.

Warto sprawdzić:

  • długość dnia szkolnego,
  • liczbę dodatkowych zajęć,
  • czas spędzany w świetlicy,
  • możliwość odpoczynku,
  • liczbę obowiązków po szkole,
  • jakość snu,
  • czas na swobodną aktywność,
  • poziom hałasu w domu,
  • liczbę zmian i niespodzianek,
  • wymagania społeczne.

Może się okazać, że dziecko ma codziennie szkołę, terapię, trening i pracę domową, a jedyny wolny moment zaczyna się tuż przed snem.

Wtedy problemem nie musi być brak umiejętności regulacji.

Problemem może być brak czasu na regenerację.

Co ze szkołą?

Jeżeli dziecko regularnie wraca ze szkoły przeciążone, warto porozmawiać z nauczycielami.

Możemy usłyszeć:

„U nas wszystko jest dobrze”.

To cenna informacja, ale nie kończy tematu.

Możemy odpowiedzieć:

„W szkole utrzymuje kontrolę, ale po powrocie bardzo długo dochodzi do siebie. Chcielibyśmy sprawdzić, co w ciągu dnia kosztuje je najwięcej energii”.

Warto zapytać:

  • jak wygląda funkcjonowanie podczas przerw,
  • czy dziecko je i pije,
  • czy prosi o pomoc,
  • czy ma możliwość odpoczynku,
  • jak reaguje na zastępstwa,
  • czy przeszkadza mu hałas,
  • czy doświadcza trudności w grupie,
  • czy pojawiają się momenty wycofania,
  • czy cały dzień bardzo pilnuje swojego zachowania.

Czasem niewielkie dostosowania mogą zmniejszyć koszt funkcjonowania w szkole.

Kiedy warto skorzystać z konsultacji?

Warto poszukać dodatkowego wsparcia, gdy:

  • przeciążenie pojawia się bardzo często,
  • reakcje są coraz silniejsze,
  • trudno znaleźć wyraźne przyczyny,
  • dziecko regularnie krzywdzi siebie lub innych,
  • unika coraz większej liczby miejsc,
  • po szkole przez wiele godzin nie odzyskuje równowagi,
  • rodzina podporządkowuje całe życie unikaniu wybuchów,
  • dziecko nie potrafi komunikować potrzeb przed kryzysem,
  • szkoła i dom widzą zupełnie inne zachowanie,
  • nie wiemy, które wymagania utrzymywać, a które modyfikować.

Podczas konsultacji możemy wspólnie przeanalizować sytuacje, które najczęściej prowadzą do przeciążenia, poszukać wcześniejszych sygnałów i stworzyć prosty plan reagowania.

Nie chodzi o to, żeby znaleźć usprawiedliwienie dla każdego zachowania.

Chodzi o lepsze rozumienie jego przyczyny i dobranie reakcji, która rzeczywiście pomaga.

Zamiast pytać „Dlaczego się tak zachowuje?”, zapytajmy „Czego teraz potrzebuje?”

Nie zawsze będziemy od razu wiedzieć, czy widzimy sprzeciw, frustrację, zmęczenie czy pełne przebodźcowanie.

Nie musimy diagnozować każdej sytuacji w kilka sekund.

Możemy zacząć od obserwacji:

Czy dziecko nadal potrafi rozmawiać?
Czy reaguje na wybór?
Czy pojawiają się sygnały fizycznego napięcia?
Jak wyglądał wcześniejszy dzień?
Czy kolejne słowa i polecenia pogarszają sytuację?
Czy zmniejszenie bodźców pomaga?

Jeżeli dziecko jest przeciążone, najpierw pomagamy mu odzyskać możliwość regulacji.

Jeżeli po uspokojeniu nadal po prostu nie chce czegoś zrobić, możemy wrócić do granicy, rozmowy i konsekwencji.

Jedno nie wyklucza drugiego.

Nie musimy wybierać między byciem wyrozumiałym a stawianiem granic.

Możemy próbować rozumieć, co dzieje się z dzieckiem, jednocześnie ucząc je bezpiecznych sposobów komunikowania potrzeb i respektowania granic innych osób.

Powiązana usługa

Wsparcie rodziców dzieci z ASD i szczególnymi potrzebami

Pomoc w codzienności, komunikacji, regulacji emocji i przeciążeniu rodzica.

Opis usługi: Wsparcie rodziców dzieci z ASD i szczególnymi potrzebami