Maskowanie w spektrum — dlaczego „grzeczne” dziecko może być skrajnie przeciążone?
Dziecko może przez cały dzień wyglądać na spokojne, współpracujące i „bezproblemowe”, a po powrocie do domu całkowicie tracić siły. Pokazujemy, czym może być maskowanie w spektrum, jakie sygnały warto zauważyć i dlaczego dobre funkcjonowanie na zewnątrz nie zawsze oznacza, że dziecku jest łatwo.
Autor: Urszula Czekirda — konsultacje rodzicielskie, ASD, wsparcie pedagogiczne, doradztwo zawodowe
Kwalifikacje: Pedagog i pedagog specjalny — praca ze spektrum autyzmu; Trener umiejętności społecznych i wsparcia w codziennym funkcjonowaniu; Psycholog kliniczny - psychoterapia w trakcie uzupełniających studiów; Doświadczenie w HR i planowaniu ścieżek zawodowych
„W szkole nie ma żadnego problemu”.
„Na zajęciach jest bardzo grzeczna”.
„Zawsze wykonuje polecenia”.
„Nigdy nie przeszkadza”.
A potem dziecko wraca do domu i wszystko się zmienia.
Może krzyczeć, płakać, zamykać się w pokoju, reagować złością na drobiazgi, odmawiać rozmowy albo przez kilka godzin nie mieć siły na nic.
Rodzic może wtedy czuć zagubienie.
Skoro w szkole dziecko funkcjonuje tak dobrze, dlaczego w domu jest zupełnie inaczej?
Czy przy rodzicach „sobie pozwala”?
Czy to kwestia braku granic?
Czy skoro potrafi zachować się spokojnie wśród innych, to znaczy, że może zrobić to również w domu?
Nie zawsze.
Czasem dobre funkcjonowanie na zewnątrz jest okupione ogromnym wysiłkiem.
Dziecko przez wiele godzin obserwuje innych, kontroluje własne reakcje, ukrywa dyskomfort, tłumi potrzebę ruchu, pilnuje tonu głosu i próbuje zachowywać się tak, jak oczekuje otoczenie.
Z zewnątrz widzimy „grzeczne dziecko”.
W środku może trwać bardzo intensywna praca.
Takie zjawisko często określa się jako maskowanie.
Czym jest maskowanie?
Maskowanie to próba ukrywania lub kontrolowania naturalnych reakcji po to, aby lepiej dopasować się do otoczenia.
Dziecko może obserwować innych i uczyć się:
- jak długo powinno patrzeć rozmówcy w oczy,
- kiedy trzeba się uśmiechnąć,
- kiedy wypada się odezwać,
- jak siedzą inni,
- jak reagują na żarty,
- o czym rozmawia grupa,
- jakie zainteresowania są uznawane za „normalne”,
- które zachowania zwracają niepożądaną uwagę.
Nie zawsze dzieje się to świadomie.
Dziecko nie musi myśleć:
„Teraz będę maskować”.
Może przez lata uczyć się, że pewne zachowania spotykają się z akceptacją, a inne prowadzą do pytań, krytyki, śmiechu albo zwracania uwagi.
Zaczyna więc stopniowo modyfikować sposób funkcjonowania.
Może przestać mówić, że coś mu przeszkadza.
Może siedzieć nieruchomo, choć bardzo potrzebuje ruchu.
Może zmuszać się do kontaktu wzrokowego.
Może naśladować sposób mówienia innych dzieci.
Może ukrywać zainteresowania, o których wcześniej opowiadało z dużą pasją.
Może nauczyć się odpowiednich odpowiedzi na pytania, nawet jeśli nie do końca rozumie sytuację.
Z zewnątrz wygląda to jak świetne przystosowanie.
Koszt może jednak być bardzo wysoki.
Maskowanie nie oznacza udawania w złej wierze
Słowo „maskowanie” może kojarzyć się z celowym oszukiwaniem.
Nie o to tutaj chodzi.
Dziecko najczęściej próbuje poradzić sobie w środowisku, które stawia wobec niego określone oczekiwania.
Chce uniknąć:
- wyśmiewania,
- odrzucenia,
- zwracania uwagi,
- konfliktu,
- niezadowolenia nauczyciela,
- poczucia, że robi coś „dziwnie”.
Może także po prostu chcieć należeć do grupy.
Jeśli widzi, że inni zachowują się w określony sposób, próbuje robić podobnie.
To bardzo ludzka reakcja.
Problem zaczyna się wtedy, gdy dziecko przez większość dnia musi stale kontrolować siebie, żeby czuć się akceptowane albo bezpieczne.
„Grzeczne” nie zawsze znaczy „spokojne”
Dziecko może siedzieć cicho i jednocześnie być skrajnie napięte.
Może wykonywać polecenie, ale robić to kosztem ogromnego wysiłku.
Może odpowiadać:
„Wszystko dobrze”
bo nauczyło się, że taka odpowiedź kończy pytanie.
Może nie zgłaszać, że:
- światło jest za jasne,
- hałas boli,
- nie rozumie polecenia,
- nie wie, jak dołączyć do grupy,
- ktoś je zranił,
- jest bardzo zmęczone,
- potrzebuje przerwy.
Dlatego spokojne zachowanie nie zawsze jest równoznaczne z poczuciem bezpieczeństwa.
Warto pytać nie tylko:
„Czy dziecko zachowuje się dobrze?”
ale też:
„Ile energii kosztuje je takie funkcjonowanie?”.
Jak może wyglądać maskowanie w szkole?
Dziecko może:
- bardzo dokładnie obserwować rówieśników,
- naśladować ich sposób mówienia,
- śmiać się, kiedy śmieją się inni,
- nie zgłaszać, że czegoś nie rozumie,
- siedzieć nieruchomo mimo silnej potrzeby ruchu,
- nie korzystać z przerwy, choć jej potrzebuje,
- udawać zainteresowanie rozmową,
- zgadzać się na zabawę, której nie lubi,
- unikać mówienia o swoich pasjach,
- nie informować o przeciążeniu,
- bardzo pilnować zasad,
- bać się popełnienia błędu.
Czasem nauczyciel widzi dziecko, które jest wręcz wyjątkowo spokojne.
Rodzic natomiast widzi później wybuchy, zmęczenie i trudność z wykonaniem najprostszych czynności.
Obie obserwacje mogą być prawdziwe.
Dlaczego maskowanie jest tak wyczerpujące?
Spróbujmy wyobrazić sobie dzień, podczas którego przez kilka godzin musimy stale kontrolować:
- pozycję ciała,
- mimikę,
- sposób mówienia,
- tempo odpowiedzi,
- to, czy patrzymy we właściwą stronę,
- to, czy mówimy odpowiednio dużo,
- to, czy nasze zainteresowanie jest akceptowalne,
- to, czy nie pokazujemy dyskomfortu.
Do tego dochodzi zwykła praca szkolna.
Dziecko musi słuchać, pisać, zapamiętywać, przechodzić między salami, reagować na nauczycieli i funkcjonować wśród rówieśników.
Jeśli dodatkowo tłumi naturalne reakcje regulacyjne, koszt rośnie jeszcze bardziej.
Może powstrzymywać:
- kołysanie,
- machanie rękami,
- wiercenie się,
- chodzenie,
- powtarzanie słów,
- korzystanie z określonych przedmiotów,
- potrzebę odejścia w spokojne miejsce.
Organizm nadal potrzebuje regulacji.
Dziecko tylko jej nie pokazuje.
Dlaczego po powrocie do domu następuje „wybuch”?
Dom często jest miejscem, w którym dziecko nie musi już tak mocno pilnować siebie.
Może poczuć:
„Tutaj mogę puścić kontrolę”.
Wtedy napięcie zbierane przez cały dzień zaczyna wychodzić.
Może pojawić się:
- płacz,
- krzyk,
- złość,
- silna potrzeba samotności,
- odmowa rozmowy,
- potrzeba ruchu,
- konflikt z rodzeństwem,
- gwałtowna reakcja na najmniejszą zmianę,
- całkowite zmęczenie.
Rodzic może pomyśleć:
„Cały dzień było dobrze, a ze mną zachowuje się najgorzej”.
W rzeczywistości dziecko może właśnie przy nas czuć się najbardziej bezpiecznie.
Nie oznacza to, że mamy akceptować agresję czy niszczenie rzeczy.
Warto jednak zobaczyć, że wybuch może być skutkiem całodziennego wysiłku, a nie świadomą próbą „odreagowania na rodzicach”.
Maskowanie może być trudne do zauważenia
Szczególnie wtedy, gdy dziecko:
- dobrze mówi,
- osiąga dobre wyniki,
- przestrzega zasad,
- nie sprawia problemów wychowawczych,
- ma kilku znajomych,
- potrafi odpowiadać zgodnie z oczekiwaniami.
Otoczenie może wtedy uznać:
„Przecież świetnie sobie radzi”.
Trudność staje się widoczna dopiero w domu.
Albo dopiero po wielu miesiącach czy latach.
Dziecko może stopniowo coraz bardziej się męczyć.
Może zacząć:
- unikać szkoły,
- częściej chorować,
- skarżyć się na bóle głowy i brzucha,
- tracić zainteresowanie dotychczasowymi aktywnościami,
- mieć trudności ze snem,
- ograniczać kontakty,
- reagować bardzo silnie po dniu pełnym ludzi.
Dlatego warto patrzeć na cały obraz funkcjonowania, a nie tylko na to, jak dziecko zachowuje się w klasie.
Nie pytajmy tylko „czy dało radę?”
Możemy zacząć pytać:
„Jak się czuło?”.
„Ile energii zostało po tym doświadczeniu?”.
„Jak długo potrzebowało odpoczywać?”.
„Czy mogło być sobą?”.
„Czy mogło poprosić o przerwę?”.
„Czy miało przestrzeń na własne potrzeby?”.
To, że dziecko wykonało zadanie, nie mówi nam wszystkiego.
Dwoje dzieci może siedzieć przez godzinę na tej samej uroczystości.
Jedno wychodzi z niej zadowolone.
Drugie przez cały czas kontrolowało każdą reakcję i potrzebuje później kilku godzin ciszy.
Efekt z zewnątrz był taki sam.
Koszt — zupełnie inny.
Jakie sygnały mogą sugerować maskowanie?
Nie ma jednego objawu.
Warto jednak zwrócić uwagę, gdy dziecko:
- zachowuje się zupełnie inaczej w domu i poza nim,
- po szkole regularnie ma silne wybuchy,
- potrzebuje bardzo długiej regeneracji,
- jest bardzo spięte w nowych sytuacjach,
- obsesyjnie analizuje swoje zachowanie,
- pyta: „Czy powiedziałem coś dziwnego?”,
- bardzo boi się popełniania błędów,
- kopiuje zachowania konkretnych rówieśników,
- mówi, że cały dzień „udaje”,
- nie zgłasza potrzeb dorosłym,
- zawsze odpowiada „wszystko dobrze”, nawet kiedy wyraźnie nie jest dobrze,
- rezygnuje ze swoich zainteresowań, bo inni ich nie podzielają,
- stale stara się nikomu nie przeszkadzać.
Szczególnie ważna jest różnica pomiędzy środowiskami.
Jeżeli szkoła widzi spokojne dziecko, a dom dziecko całkowicie wyczerpane, warto potraktować obie obserwacje poważnie.
Nie zakładajmy, że brak zgłoszeń oznacza brak problemu
Dziecko może nie zgłaszać trudności właśnie dlatego, że się maskuje.
Może myśleć:
„Nie chcę zwracać uwagi”.
„Inni jakoś dają radę”.
„Nie powinienem robić problemu”.
„Jak powiem, że jest za głośno, wszyscy będą na mnie patrzeć”.
Może też nie umieć jeszcze zauważyć własnego przeciążenia.
Dopiero po powrocie do domu ciało daje sygnał:
„Już nie mam siły”.
Dlatego warto przekazywać szkole informacje o tym, co dzieje się po zajęciach.
Nie po to, żeby udowodnić, że ktoś czegoś nie zauważył.
Po to, żeby wspólnie zobaczyć pełniejszy obraz.
Kontakt wzrokowy nie powinien być miarą dobrego funkcjonowania
Jednym z zachowań, które dzieci mogą próbować świadomie kontrolować, jest kontakt wzrokowy.
Mogą słyszeć:
„Patrz na mnie, kiedy do ciebie mówię”.
„Spójrz w oczy”.
Niektóre dzieci uczą się więc patrzeć, mimo że wymaga to dużego wysiłku.
Warto pamiętać, że słuchanie nie musi wyglądać tak samo u każdego.
Dziecko może lepiej przetwarzać rozmowę, patrząc:
- na podłogę,
- w bok,
- na własne dłonie,
- na przedmiot.
Jeżeli rozumie komunikat i jest w kontakcie, nie zawsze potrzebujemy dodatkowo wymagać określonej pozycji ciała czy spojrzenia.
Nie wszystkie zachowania regulacyjne trzeba wygaszać
Kołysanie, poruszanie nogą, obracanie przedmiotu w dłoni czy powtarzalny ruch mogą wyglądać nietypowo.
Czasem jednak pomagają dziecku regulować napięcie.
Jeżeli zachowanie:
- nie zagraża dziecku,
- nie krzywdzi innych,
- nie uniemożliwia funkcjonowania,
warto zastanowić się, czy naprawdę trzeba je zatrzymywać.
Dziecko, które przez cały dzień słyszy:
„Nie wierć się”.
„Przestań machać rękami”.
„Siedź normalnie”.
może nauczyć się tłumić zachowania, które pomagały mu się regulować.
Wtedy napięcie nie znika.
Znika jedynie widoczny sygnał.
Maskowanie może dotyczyć zainteresowań
Silne zainteresowanie może dawać dziecku dużo radości i poczucia bezpieczeństwa.
Jeżeli jednak otoczenie często reaguje:
„Znowu o tym mówisz”.
„Nikogo to nie interesuje”.
„Przestań być taki dziwny”.
dziecko może nauczyć się, że lepiej o tym nie mówić.
Może zacząć:
- ukrywać swoją pasję,
- udawać zainteresowanie popularnymi tematami,
- kopiować zainteresowania rówieśników.
Warto pomagać dziecku uczyć się wzajemności w rozmowie, ale bez przekazywania komunikatu:
„Twoje zainteresowania są niewłaściwe”.
Możemy powiedzieć:
„Widzę, że chcesz dużo opowiedzieć o swoim temacie. Sprawdźmy, czy druga osoba też chce teraz posłuchać”.
To zupełnie inny komunikat niż:
„Nie mów już o tym”.
Czy powinniśmy całkowicie zniechęcać dziecko do dopasowywania się?
Nie.
Każdy z nas w pewnym stopniu dostosowuje sposób zachowania do sytuacji.
Inaczej rozmawiamy z bliską osobą, inaczej z nauczycielem, lekarzem czy obcą osobą.
Znajomość zasad społecznych może być bardzo przydatna.
Problemem nie jest sama elastyczność.
Problemem jest sytuacja, w której dziecko czuje, że akceptację może uzyskać wyłącznie poprzez ukrywanie własnych potrzeb i stałe granie roli.
Chcemy pomóc mu rozumieć kontekst społeczny, ale jednocześnie zachować prawo do:
- odpoczynku,
- odmowy,
- własnych zainteresowań,
- sposobu regulacji,
- komunikowania dyskomfortu,
- bycia innym niż większość.
Uczmy wyboru, a nie obowiązku udawania
Możemy powiedzieć:
„Niektórzy ludzie patrzą na rozmówcę, żeby pokazać, że słuchają. Ty możesz pokazać to też inaczej”.
„W tej sytuacji ludzie zwykle mówią »dzień dobry«. Warto wiedzieć, dlaczego to robią”.
„Jeżeli chcesz dołączyć do rozmowy, możesz spróbować jednego z tych sposobów”.
Pokazujemy zasady.
Nie mówimy:
„Musisz zawsze robić dokładnie tak, bo inaczej zachowujesz się źle”.
Różnica jest ważna.
Dziecko zdobywa narzędzia, ale nie otrzymuje komunikatu, że jego naturalny sposób funkcjonowania jest wadą.
Stwórzmy miejsce, w którym nie trzeba maskować
Dom może być miejscem odpoczynku od ciągłego dopasowywania się.
Możemy zadbać, żeby dziecko miało przestrzeń, w której:
- nie musi odpowiadać natychmiast,
- może być cicho,
- może korzystać z ruchu,
- może opowiadać o zainteresowaniach,
- może zdjąć niewygodne ubrania,
- może powiedzieć, że potrzebuje samotności,
- nie musi utrzymywać kontaktu wzrokowego,
- może korzystać ze znanych sposobów regulacji.
Nie oznacza to braku zasad.
Nadal dbamy o bezpieczeństwo i granice wszystkich domowników.
Możemy jednak ograniczyć wymagania, które wynikają wyłącznie z tego, jak „powinno wyglądać” zachowanie.
Po szkole najpierw dajmy przestrzeń na odzyskanie siebie
Jeżeli dziecko dużo maskuje, powrót ze szkoły może być momentem ogromnego spadku napięcia.
Pomocna może być stała rutyna:
- Powrót do domu.
- Jedzenie i picie.
- Brak pytań przez określony czas.
- Cisza albo wybrana aktywność.
- Dopiero później rozmowa i obowiązki.
Możemy powiedzieć:
„Nie musisz od razu opowiadać o szkole”.
„Najpierw odpocznij”.
„Powiedz mi, kiedy będziesz gotowy na rozmowę”.
Dla części dzieci pół godziny spokojnego przejścia może znacząco zmniejszyć liczbę popołudniowych kryzysów.
Nie zmuszajmy do relacjonowania całego dnia
Rodzic chce wiedzieć, co wydarzyło się w szkole.
To naturalne.
Dziecko może jednak przez wiele godzin intensywnie kontrolować siebie i po powrocie nie mieć już zasobów na kolejną analizę.
Pytanie:
„Jak było?”
może być trudniejsze, niż nam się wydaje.
Możemy zacząć od:
„Nie musisz teraz mówić”.
„Jak będziesz chciał, wrócimy do tego później”.
Niektóre dzieci opowiedzą więcej wieczorem.
Inne podczas wspólnej aktywności.
Jeszcze inne wolą napisać wiadomość.
Porozmawiajmy ze szkołą o koszcie, a nie tylko zachowaniu
Możemy powiedzieć:
„W klasie wygląda na spokojne, ale po szkole potrzebuje kilku godzin, żeby dojść do siebie”.
„Nie zgłasza trudności, dlatego chcielibyśmy sprawdzić, czy nie utrzymuje bardzo dużej kontroli przez cały dzień”.
„Czy może mieć możliwość krótkiej przerwy, zanim sytuacja stanie się naprawdę trudna?”.
Warto zapytać:
- czy dziecko korzysta z pomocy,
- czy zgłasza zmęczenie,
- jak spędza przerwy,
- czy ma możliwość ciszy,
- czy zawsze bardzo dokładnie przestrzega zasad,
- czy boi się błędów,
- czy spontanicznie rozmawia, czy raczej obserwuje innych.
Nie musimy przekonywać szkoły, że dziecko „na pewno maskuje”.
Możemy wspólnie obserwować.
Jakie dostosowania mogą zmniejszyć potrzebę maskowania?
W zależności od potrzeb dziecka pomocne mogą być:
- możliwość krótkich przerw,
- spokojne miejsce podczas przerwy,
- jasne polecenia,
- wcześniejsze informowanie o zmianach,
- ograniczenie niepotrzebnej presji na kontakt wzrokowy,
- możliwość korzystania z przedmiotów regulacyjnych,
- większa tolerancja na ruch,
- możliwość odpowiedzi pisemnej zamiast ustnej,
- ustalona osoba do zgłaszania trudności,
- przewidywalny plan dnia,
- krótsze uczestnictwo w szczególnie obciążających wydarzeniach.
Celem nie jest stworzenie idealnie komfortowego środowiska bez żadnych wyzwań.
Chodzi o to, żeby dziecko nie musiało każdego dnia wydawać całej energii na ukrywanie tego, że coś jest trudne.
Zwróćmy uwagę na perfekcjonizm
Maskowanie często może iść w parze z bardzo silną potrzebą robienia wszystkiego poprawnie.
Dziecko może:
- długo przygotowywać odpowiedzi,
- bardzo przeżywać pomyłki,
- kasować pracę i zaczynać od początku,
- bać się odezwać bez pewności,
- wielokrotnie pytać, czy zrobiło dobrze,
- analizować po rozmowie każde zdanie.
Może myśleć:
„Jeżeli nie wiem dokładnie, jak mam się zachować, lepiej nic nie robić”.
Warto wtedy pokazywać, że błąd nie oznacza społecznej katastrofy.
Możemy sami powiedzieć:
„Powiedziałem coś niezręcznie. Mogę to wyjaśnić”.
„Pomyliłem się. To się zdarza”.
Dziecko widzi, że relacje nie wymagają perfekcji.
Nie chwalmy wyłącznie za to, że dziecko było „bezproblemowe”
Możemy powiedzieć:
„Byłeś taki grzeczny, nawet cię nie było słychać”.
Dziecko może odczytać:
„Najbardziej podobam się dorosłym, kiedy nie pokazuję swoich potrzeb”.
Warto zauważać inne rzeczy:
„Powiedziałeś nauczycielce, że nie rozumiesz”.
„Poprosiłaś o przerwę, zanim było za dużo”.
„Powiedziałeś koledze, że nie chcesz tej zabawy”.
„Zauważyłaś, że potrzebujesz ciszy”.
To także są ważne kompetencje społeczne.
Czasem dużo ważniejsze niż bezwarunkowe podporządkowanie.
Dajmy prawo do odmowy
Dziecko nie musi zawsze:
- przytulać krewnych,
- odpowiadać na każde pytanie,
- uczestniczyć w każdej aktywności,
- przebywać w centrum grupy,
- rozmawiać, kiedy jest przeciążone.
Możemy uczyć kulturalnych sposobów odmowy:
„Nie chcę teraz rozmawiać”.
„Wolę nie być przytulany”.
„Potrzebuję chwili”.
„Nie chcę uczestniczyć w tej zabawie”.
To również są umiejętności społeczne.
Jeżeli dziecko ma prawo do komunikowania granic, mniej rzeczy musi ukrywać.
Uczmy rozpoznawania kosztu
Dziecko może nauczyć się zauważać:
„Po tym wydarzeniu potrzebuję dużo odpoczynku”.
„Ta grupa jest dla mnie bardzo głośna”.
„Kiedy przez cały dzień rozmawiam z ludźmi, wieczorem nie mam już siły”.
To cenna wiedza.
Nie chodzi o to, żeby dziecko unikało wszystkiego, co kosztuje energię.
Dorośli również podejmujemy takie decyzje:
„To spotkanie jest dla mnie ważne, ale następnego dnia nie planuję już niczego dużego”.
Dziecko może z czasem nauczyć się podobnego zarządzania zasobami.
Planowanie regeneracji jest tak samo ważne jak planowanie aktywności
Jeżeli wiemy, że dziecko ma:
- wycieczkę szkolną,
- występ,
- rodzinne przyjęcie,
- długi dzień zajęć,
warto zaplanować także odpoczynek.
Możemy nie wpisywać bezpośrednio po tym kolejnej wymagającej aktywności.
Możemy powiedzieć:
„Po przyjęciu wracamy do domu i nic więcej nie planujemy”.
Regeneracja nie jest nagrodą za dobre zachowanie.
Jest potrzebą.
Co powiedzieć dziecku o maskowaniu?
Nie każde dziecko potrzebuje tego określenia.
Możemy jednak zacząć od prostego języka:
„Zauważyłem, że w szkole bardzo pilnujesz siebie, a w domu jesteś potem skrajnie zmęczony”.
„Czy masz czasem poczucie, że przy innych musisz zachowywać się inaczej niż naprawdę chcesz?”.
„Czy są rzeczy, które powstrzymujesz w szkole, choć pomagają ci się uspokoić?”.
Nie sugerujmy od razu odpowiedzi.
Możemy być ciekawi doświadczenia dziecka.
Może powiedzieć:
„Tak, cały czas pilnuję, żeby nie powiedzieć czegoś głupiego”.
To ważna informacja.
Maskowanie nie zawsze jest widoczne nawet dla dziecka
Dziecko może odpowiedzieć:
„Nie wiem”.
Jeżeli od lat zachowuje się w określony sposób, może uważać go za całkowicie naturalny.
Dopiero z czasem zaczyna zauważać:
„Przy tej osobie jestem bardziej spięty”.
„W domu łatwiej mi mówić”.
„W szkole udaję, że hałas mi nie przeszkadza”.
Nie potrzebujemy natychmiastowej odpowiedzi.
Wystarczy tworzyć warunki, w których dziecko może stopniowo lepiej poznawać siebie.
Nie każda zmiana zachowania oznacza maskowanie
Ważne, żeby nie przypisywać temu pojęciu wszystkiego.
Dziecko zachowuje się inaczej w różnych miejscach również dlatego, że:
- obowiązują inne zasady,
- ma różne relacje,
- jest w różnym stopniu zmęczone,
- sytuacje stawiają inne wymagania.
Maskowanie jest jedną z możliwych części tego obrazu.
Jeżeli widzimy bardzo dużą różnicę pomiędzy funkcjonowaniem w szkole i domu, warto ją zbadać, ale nie potrzebujemy od razu jednej etykiety.
Pytamy przede wszystkim:
„Co kosztuje dziecko najwięcej?”.
Co, jeśli dziecko samo chce się dopasować?
Może powiedzieć:
„Chcę być taki jak inni”.
Nie musimy odpowiadać:
„Nie powinieneś”.
Potrzeba przynależności jest naturalna.
Możemy pomóc mu zastanowić się:
„Które rzeczy naprawdę chcesz zmienić, bo będą dla ciebie pomocne?”.
„Które robisz tylko dlatego, że boisz się odrzucenia?”.
„Przy kim możesz zachowywać się bardziej swobodnie?”.
„Czy ta zmiana pomaga ci, czy tylko bardzo cię męczy?”.
Celem nie jest zakaz dopasowywania się.
Chcemy, żeby dziecko miało wybór i świadomość kosztu.
Bezpieczne relacje zmniejszają potrzebę udawania
W dobrej relacji dziecko nie musi stale zastanawiać się:
„Czy robię wszystko prawidłowo?”.
Może powiedzieć:
„Nie zrozumiałem”.
„Nie chcę”.
„Potrzebuję przerwy”.
„Nie wiem, co mam powiedzieć”.
„To mnie męczy”.
Takie relacje mogą istnieć:
- w domu,
- z jednym nauczycielem,
- z przyjacielem,
- z prowadzącym zajęcia,
- ze specjalistą.
Nie potrzebujemy, żeby każda osoba w otoczeniu idealnie rozumiała dziecko.
Warto jednak, żeby miało przynajmniej kilka miejsc, w których nie musi cały czas kontrolować siebie.
Kiedy warto szczególnie przyjrzeć się sytuacji?
Dodatkowe wsparcie może być potrzebne, gdy dziecko:
- każdego dnia wraca całkowicie wyczerpane,
- regularnie ma silne wybuchy po szkole,
- zaczyna odmawiać chodzenia do szkoły,
- coraz bardziej wycofuje się z relacji,
- mówi, że nie może być sobą,
- bardzo boi się oceny,
- stale kontroluje swoje zachowanie,
- traci zainteresowania,
- ma coraz mniej energii na rzeczy, które wcześniej lubiło,
- doświadcza trudności ze snem lub częstych dolegliwości fizycznych,
- mówi, że przez cały dzień „udaje normalnego”.
Nie chodzi o to, aby natychmiast usunąć wszystkie wymagania.
Warto jednak sprawdzić, czy codzienne funkcjonowanie nie kosztuje dziecka zbyt wiele.
Kiedy warto skorzystać z konsultacji?
Konsultacja może pomóc, gdy widzimy dużą różnicę pomiędzy tym, jak dziecko funkcjonuje poza domem i po powrocie.
Możemy wspólnie przyjrzeć się:
- szkolnemu dniu,
- momentom największego napięcia,
- sposobom regulacji,
- relacjom z rówieśnikami,
- oczekiwaniom stawianym dziecku,
- odpoczynkowi po szkole,
- sygnałom, które mogą wskazywać na przeciążenie,
- możliwościom współpracy ze szkołą.
Nie szukamy sposobu, aby dziecko stało się jeszcze lepsze w ukrywaniu trudności.
Szukamy możliwości, dzięki którym będzie mogło wcześniej komunikować potrzeby i zużywać mniej energii na ciągłe kontrolowanie siebie.
Dziecko może wyglądać na spokojne i jednocześnie potrzebować pomocy
Najtrudniejsze do zauważenia bywają nie te dzieci, które wyraźnie pokazują swoje przeciążenie.
Czasem najbardziej obciążone jest dziecko, o którym wszyscy mówią:
„Z nim nigdy nie ma problemu”.
Dlatego warto patrzeć szerzej.
Nie tylko na zachowanie podczas lekcji.
Także na:
- powrót do domu,
- poziom zmęczenia,
- czas potrzebny na regenerację,
- napięcie przed kolejnym dniem,
- możliwość komunikowania własnych potrzeb,
- to, czy dziecko może być sobą.
Nie chcemy odebrać mu umiejętności dostosowywania się do różnych sytuacji.
Chcemy, żeby nie musiało płacić za akceptację ciągłym ukrywaniem siebie.
Czasem bardzo ważnym krokiem jest pokazanie dziecku:
„Nie musisz wyglądać na spokojnego, żebyśmy potraktowali twoją trudność poważnie”.
Powiązana usługa
Wsparcie rodziców dzieci z ASD i szczególnymi potrzebami
Pomoc w codzienności, komunikacji, regulacji emocji i przeciążeniu rodzica.
Opis usługi: Wsparcie rodziców dzieci z ASD i szczególnymi potrzebami