Dziecko mówi „nie wiem” — jak rozmawiać, kiedy trudno mu opisać emocje?
„Nie wiem” nie zawsze oznacza, że dziecko nie chce z nami rozmawiać. Czasem naprawdę trudno mu rozpoznać, nazwać albo uporządkować to, co czuje. Pokazujemy, jak prowadzić rozmowę bez przesłuchiwania i pomagać dziecku stopniowo lepiej rozumieć własne emocje.
Autor: Urszula Czekirda — konsultacje rodzicielskie, ASD, wsparcie pedagogiczne, doradztwo zawodowe
Kwalifikacje: Pedagog i pedagog specjalny — praca ze spektrum autyzmu; Trener umiejętności społecznych i wsparcia w codziennym funkcjonowaniu; Psycholog kliniczny - psychoterapia w trakcie uzupełniających studiów; Doświadczenie w HR i planowaniu ścieżek zawodowych
Publikacja: 14 sierpnia 2026
„Jak było w szkole?”
„Nie wiem”.
„Dlaczego jesteś zły?”
„Nie wiem”.
„Co się wydarzyło?”
„Nie wiem!”.
Dla rodzica taka rozmowa może być bardzo frustrująca.
Widzimy, że coś się dzieje. Dziecko jest smutne, rozdrażnione, płacze albo wybucha złością, ale na kolejne pytania odpowiada tylko: „nie wiem”.
Możemy zacząć podejrzewać, że nie chce mówić, coś ukrywa albo próbuje zakończyć rozmowę.
Czasami rzeczywiście dziecko nie ma ochoty rozmawiać.
Bardzo często jednak „nie wiem” oznacza dokładnie to, co słyszymy: dziecko naprawdę jeszcze nie wie.
Może czuć napięcie, ale nie potrafić rozpoznać jego źródła. Może pamiętać kilka trudnych wydarzeń i nie wiedzieć, które było najważniejsze. Może odczuwać kilka emocji jednocześnie albo zwyczajnie nie mieć jeszcze słów, żeby o nich opowiedzieć.
Naszym zadaniem nie jest wydobycie odpowiedzi za wszelką cenę.
Możemy pomóc dziecku powoli budować język do opisywania tego, co dzieje się w jego świecie.
Rozpoznawanie emocji nie jest oczywiste
Dorośli czasem zakładają, że skoro dziecko coś czuje, powinno wiedzieć, co to jest.
To nie zawsze działa w ten sposób.
Rozpoznawanie własnego stanu wymaga wielu umiejętności:
- zauważenia sygnałów z ciała,
- połączenia ich z wydarzeniem,
- odróżnienia jednej emocji od drugiej,
- znalezienia odpowiedniego słowa,
- zrozumienia, co wywołało reakcję,
- zdecydowania, czy chcemy o tym powiedzieć,
- sformułowania odpowiedzi.
To sporo pracy.
Dziecko może czuć napięcie w brzuchu, szybkie bicie serca i potrzebę ucieczki, ale nie wiedzieć jeszcze, że nazywamy taki stan lękiem.
Może być rozdrażnione, a tak naprawdę być zmęczone.
Może powiedzieć, że jest złe, choć pod złością kryje się rozczarowanie, wstyd albo poczucie niesprawiedliwości.
Nie oznacza to, że robi coś nieprawidłowo. Dopiero uczy się rozumieć własne reakcje.
„Nie wiem” może mieć wiele znaczeń
Zanim zaczniemy zadawać kolejne pytania, warto zastanowić się, co może oznaczać odpowiedź dziecka.
„Nie wiem” może znaczyć:
- naprawdę nie wiem, co czuję,
- nie wiem, dlaczego tak się czuję,
- nie pamiętam dokładnie, co się wydarzyło,
- wydarzyło się zbyt dużo rzeczy naraz,
- nie potrafię tego opisać,
- boję się twojej reakcji,
- nie chcę teraz o tym mówić,
- jestem zbyt zmęczony na rozmowę,
- pytanie jest dla mnie zbyt szerokie,
- potrzebuję więcej czasu,
- sam jeszcze próbuję to zrozumieć.
Jeżeli odpowiemy:
„Jak możesz nie wiedzieć?”
albo:
„Przecież musisz wiedzieć, dlaczego płaczesz”
możemy zwiększyć napięcie.
Dziecko nie dostaje wtedy dodatkowych narzędzi. Dostaje kolejny problem: teraz powinno jeszcze wiedzieć, dlaczego nie wie.
Nie prowadźmy przesłuchania
Gdy martwimy się o dziecko, naturalnie chcemy zdobyć informacje.
Pytamy:
„Co się stało?”
„Kto coś powiedział?”
„Dlaczego nie powiedziałeś nauczycielowi?”
„Było coś na przerwie?”
„Pokłóciłeś się z kimś?”
„Co dokładnie czujesz?”
Każde pytanie może być rozsądne.
Kilka pytań zadanych jedno po drugim może jednak sprawić, że dziecko poczuje się jak podczas przesłuchania.
Warto zwolnić.
Po jednym pytaniu dajmy czas na odpowiedź.
Jeśli słyszymy „nie wiem”, możemy powiedzieć:
„W porządku. Nie musisz wiedzieć od razu”.
„Możemy wrócić do tego później”.
„Spróbujemy razem to uporządkować, jeśli będziesz chciał”.
Taka reakcja zmniejsza presję i pokazuje, że rozmowa nie jest testem.
Zacznijmy od konkretów, nie od wielkiego pytania
Pytanie:
„Jak się czujesz?”
jest bardzo szerokie.
Dla dziecka łatwiejsze może być pytanie dotyczące konkretnego fragmentu sytuacji.
Zamiast:
„Jak było w szkole?”
możemy zapytać:
„Co było dziś najłatwiejsze?”.
„Która część dnia była najbardziej męcząca?”.
„Jak było na ostatniej lekcji?”.
„Co robiłeś podczas długiej przerwy?”.
Zamiast:
„Dlaczego jesteś zły?”
możemy powiedzieć:
„Widzę, że mocno zaciskasz ręce i nie chcesz teraz rozmawiać. Co wydarzyło się chwilę wcześniej?”.
Dziecku może być łatwiej opowiedzieć o faktach niż od razu nazwać emocję.
Od konkretnego wydarzenia możemy dopiero przejść dalej.
Oddzielmy „co się wydarzyło?” od „co czułeś?”
Czasem próbujemy uzyskać wszystkie informacje jednocześnie.
Możemy rozdzielić rozmowę na etapy.
Najpierw:
„Co się wydarzyło?”.
Potem:
„Co wtedy zrobiłeś?”.
Dopiero później:
„Jak myślisz, co mogłeś wtedy czuć?”.
Dziecko może powiedzieć:
„Kuba zabrał mi miejsce”.
To już ważna informacja.
Nie musimy od razu pytać:
„I co poczułeś?”.
Możemy najpierw powiedzieć:
„Czyli przyszedłeś i okazało się, że miejsce, na którym zwykle siedzisz, było zajęte”.
Taki opis pomaga uporządkować zdarzenie.
Dopiero później możemy dodać:
„Nie wiem, czy to było bardziej zaskoczenie, złość czy coś jeszcze”.
Możemy podpowiadać, ale nie wkładajmy dziecku emocji do ust
Jeżeli dziecko nie zna odpowiedzi, możemy zaproponować kilka możliwości.
„Nie wiem, czy byłeś bardziej zły, smutny czy przestraszony”.
„Czy to było bardziej denerwujące czy raczej przykre?”.
„Czy czułeś, że chcesz stamtąd wyjść, czy bardziej chciałeś coś powiedzieć?”.
Ważne, żeby podpowiedź pozostawała propozycją.
Unikajmy:
„Byłeś zazdrosny”.
„Na pewno się przestraszyłeś”.
„Jesteś zły, bo nie dostałeś tego, czego chciałeś”.
Dziecko może zacząć powtarzać nasze interpretacje, nawet jeśli nie pasują do jego doświadczenia.
Lepszy komunikat brzmi:
„Mogę zgadywać, ale ty najlepiej wiesz, czy to pasuje”.
Dajemy dziecku prawo powiedzieć:
„Nie”.
Czasami łatwiej zacząć od ciała
Dziecko może nie wiedzieć, jak nazywa się emocja, ale potrafić opisać swoje ciało.
Możemy zapytać:
„Co działo się wtedy z twoim brzuchem?”.
„Było ci gorąco czy zimno?”.
„Miałeś ochotę uciec, krzyczeć czy się schować?”.
„Czułeś napięcie w rękach?”.
„Serce biło szybciej?”.
„Miałeś dużo energii czy raczej chciałeś się położyć?”.
To może być dobry pierwszy krok.
Z czasem możemy pomagać łączyć sygnały:
„Mówisz, że serce mocno biło i chciałeś wyjść. Czasem tak czujemy lęk albo silne napięcie. Czy któreś z tych słów pasuje?”.
Nie robimy z tego egzaminu.
Budujemy mapę, która z czasem może stać się dla dziecka coraz bardziej czytelna.
Nie każda emocja ma jedną nazwę
Dorośli także nie zawsze potrafią powiedzieć:
„Czuję dokładnie tę jedną emocję”.
Możemy jednocześnie czuć:
- złość i smutek,
- ulgę i rozczarowanie,
- lęk i ciekawość,
- zazdrość i wstyd,
- radość i napięcie.
Dziecko może więc odpowiadać „nie wiem”, ponieważ żadna z prostych etykiet nie pasuje.
Możemy powiedzieć:
„Czasem można czuć kilka rzeczy naraz”.
„Nie musimy znaleźć jednego idealnego słowa”.
„Możesz powiedzieć po prostu: było mi bardzo źle albo było tego za dużo”.
To też jest komunikacja.
Korzystajmy ze skali
Dziecku może być łatwiej ocenić intensywność niż nazwę emocji.
Możemy zapytać:
„Jak trudno było w skali od zera do pięciu?”.
„Ile napięcia miałeś wtedy: trochę, średnio czy bardzo dużo?”.
„Czy to było bardziej dwa na pięć czy pięć na pięć?”.
Możemy używać prostego systemu:
1 — spokojnie
2 — trochę napięcia
3 — trudno mi się skupić
4 — potrzebuję przerwy
5 — nie daję już rady
Dziecko nie musi od razu wiedzieć, czy czuje frustrację, lęk czy złość.
Informacja „jestem na cztery” może wystarczyć, żebyśmy wiedzieli, że potrzebuje wsparcia.
Możemy używać obrazków i prostych narzędzi
Nie każde dziecko najlepiej komunikuje się poprzez rozmowę.
Pomocne mogą być:
- obrazki z emocjami,
- prosta lista słów,
- skala kolorów,
- rysunek ciała,
- kartka z kilkoma możliwościami,
- emotikony,
- termometr napięcia.
Nie chodzi o to, żeby po każdej trudnej sytuacji wyciągać zestaw terapeutycznych kart.
Możemy korzystać z narzędzia wtedy, kiedy naprawdę ułatwia komunikację.
Dziecko może na przykład wskazać:
🟢 spokojnie
🟡 trochę trudno
🟠 dużo napięcia
🔴 za dużo
To może być wystarczające.
Z czasem potrzebne słowa mogą pojawić się same.
Rozmowa nie musi odbywać się twarzą w twarz
Dla części dzieci bezpośrednia rozmowa i kontakt wzrokowy zwiększają napięcie.
Łatwiej może być rozmawiać:
- podczas spaceru,
- w samochodzie,
- przy układaniu klocków,
- podczas rysowania,
- przed snem,
- przy wspólnym gotowaniu.
Kiedy uwaga nie jest całkowicie skupiona na dziecku, rozmowa może stać się mniej obciążająca.
Nie musimy mówić:
„Usiądź, musimy porozmawiać”.
Czasem najlepsze pytanie pojawi się mimochodem:
„Myślałem jeszcze o tym, co wydarzyło się rano. Chcesz mi coś o tym powiedzieć?”.
Dajmy dziecku prawo wrócić do tematu później
Nie każda odpowiedź musi pojawić się tego samego dnia.
Dziecko może dopiero po kilku godzinach powiedzieć:
„Wiem już, dlaczego byłem zły”.
Albo następnego dnia przypomnieć sobie:
„Wczoraj ktoś powiedział coś na przerwie”.
Możemy zostawić otwarte drzwi:
„Jeśli później coś ci się przypomni, możesz do mnie wrócić”.
„Nie musimy kończyć tej rozmowy teraz”.
„Możesz też napisać mi wiadomość, jeśli łatwiej będzie napisać niż powiedzieć”.
Dziecko uczy się wtedy, że rozmowa o emocjach nie jest jednorazową próbą, którą trzeba zdać.
Nie rozmawiajmy o emocjach w szczycie wybuchu
Kiedy dziecko krzyczy, płacze albo jest mocno przeciążone, pytanie:
„Co teraz czujesz?”
może być zdecydowanie za trudne.
W tym momencie ważniejsze jest bezpieczeństwo i regulacja.
Możemy powiedzieć:
„Widzę, że jest bardzo trudno”.
„Nie musisz teraz nic wyjaśniać”.
„Najpierw odpoczniemy”.
„Porozmawiamy później”.
Analizowanie emocji wymaga zasobów, których podczas silnego pobudzenia może po prostu nie być.
Najpierw pomagamy wrócić do równowagi.
Dopiero później próbujemy zrozumieć sytuację.
Nie wymagajmy natychmiastowych przeprosin i refleksji
Po wybuchu rodzic może chcieć zamknąć sytuację.
„Powiedz, dlaczego tak zrobiłeś”.
„Przeproś”.
„Co powinieneś zrobić następnym razem?”.
Dziecko może jednak nadal nie wiedzieć.
Jeżeli zmuszamy je do udzielenia „prawidłowej” odpowiedzi, może nauczyć się kilku zdań:
„Powinienem się uspokoić”.
„Powinienem powiedzieć, co czuję”.
„Nie powinienem krzyczeć”.
To nie musi oznaczać, że naprawdę rozumie swój stan.
Lepiej wrócić do rozmowy, kiedy emocje opadną.
Wtedy możemy razem przeanalizować:
- co wydarzyło się wcześniej,
- jakie sygnały pojawiły się w ciele,
- co zwiększało napięcie,
- co pomogło,
- co można spróbować zrobić następnym razem.
Uczmy emocji w spokojnych momentach
Najłatwiej rozwijać język emocji wtedy, kiedy akurat nie ma kryzysu.
Możemy rozmawiać o:
- bohaterach filmu,
- postaciach w książce,
- własnych reakcjach,
- sytuacjach z codziennego życia.
Możemy powiedzieć:
„Byłem dziś zdenerwowany przed spotkaniem. Czułem napięcie w brzuchu i trudno było mi się skupić”.
„Było mi przykro, kiedy odwołano nasz plan. Trochę się też złościłem”.
Pokazujemy wtedy, że emocje:
- mają różne nasilenie,
- mogą się mieszać,
- nie zawsze są oczywiste,
- nie są czymś wstydliwym,
- dotyczą także dorosłych.
Nie musimy po takim komunikacie pytać dziecka:
„A kiedy ty tak miałeś?”.
Sam przykład ma wartość.
Nie oceniajmy emocji jako dobrych i złych
Możemy niechcący przekazywać dziecku, że pewne emocje są mile widziane, a inne nie.
„Nie ma się czego bać”.
„Nie złość się”.
„Nie bądź zazdrosny”.
„Nie ma powodu do smutku”.
Dziecko może wtedy zacząć uważać, że jeśli czuje coś „niewłaściwego”, lepiej o tym nie mówić.
Możemy oddzielić emocję od działania:
„Możesz być zły. Nie możesz bić”.
„Możesz być zazdrosny. Zastanówmy się, co możesz z tym zrobić”.
„Możesz się bać. Sprawdźmy, co pomoże ci poczuć się bezpieczniej”.
Emocja jest informacją.
Nie każde zachowanie wynikające z emocji jest dopuszczalne.
Nie poprawiajmy każdej nazwy emocji
Dziecko mówi:
„Byłem smutny”.
My myślimy:
„To chyba była raczej złość”.
Nie musimy natychmiast poprawiać.
Możemy dopytać:
„Co sprawia, że nazywasz to smutkiem?”.
Być może dziecko doświadcza sytuacji zupełnie inaczej niż my.
Jeżeli za każdym razem korygujemy:
„Nie, to nie był strach”.
„Nie jesteś zdenerwowany, tylko rozczarowany”
dziecko może dojść do wniosku, że dorosły i tak wie lepiej.
Naszym celem nie jest perfekcyjne nazewnictwo.
Chcemy, żeby dziecko coraz lepiej rozumiało własne doświadczenie.
Zamiast „dlaczego?” czasem lepiej zapytać „co?”
Pytanie „dlaczego?” może być bardzo wymagające.
„Dlaczego się zdenerwowałeś?”
wymaga od dziecka znalezienia związku przyczynowo-skutkowego.
Łatwiejsze mogą być pytania:
„Co wydarzyło się wcześniej?”.
„Co było najtrudniejsze?”.
„Co wtedy zrobił kolega?”.
„Co zauważyłeś w swoim ciele?”.
„Co pomogło ci później?”.
Z konkretnych odpowiedzi możemy wspólnie zbudować szerszy obraz.
Akceptujmy „nie chcę rozmawiać”
Czasami „nie wiem” jest bezpieczniejszym sposobem powiedzenia:
„Nie chcę teraz o tym mówić”.
Dziecko ma prawo do prywatności.
Możemy powiedzieć:
„Jeżeli nie chcesz teraz mówić, możesz powiedzieć mi wprost”.
„Nie będę cię zmuszać. Jeśli sprawa dotyczy twojego bezpieczeństwa, będę musiał jednak sprawdzić, czy wszystko jest w porządku”.
To ważne rozróżnienie.
Nie musimy znać każdej myśli i każdej emocji dziecka.
Jednocześnie w sytuacjach dotyczących przemocy, samookaleczenia, zagrożenia albo poważnych zmian w funkcjonowaniu mamy obowiązek reagować nawet wtedy, gdy dziecko nie chce szczegółowo rozmawiać.
Co, jeśli dziecko prawie zawsze odpowiada „nie wiem”?
Jeżeli „nie wiem” pojawia się w większości rozmów o emocjach, warto przyjrzeć się temu spokojnie.
Może się okazać, że dziecko:
- ma trudność z rozpoznawaniem sygnałów z ciała,
- potrzebuje bardziej konkretnych pytań,
- ma ograniczony słownik emocjonalny,
- silnie stresuje się rozmową,
- boi się oceny,
- jest często pytane dopiero wtedy, gdy wydarzyło się coś złego,
- potrzebuje więcej czasu na przetwarzanie informacji.
Możemy zacząć od bardzo prostych rozróżnień:
„Przyjemnie czy nieprzyjemnie?”.
„Spokojnie czy dużo napięcia?”.
„Chciałeś zostać czy odejść?”.
„Potrzebowałeś ludzi czy ciszy?”.
Nie musimy od razu przechodzić do kilkudziesięciu nazw emocji.
Najpierw budujemy podstawową orientację w swoim stanie.
Obserwujmy bez interpretowania wszystkiego
Rodzic często widzi więcej niż dziecko potrafi nazwać.
Możemy zauważyć:
„Kiedy wracasz z zajęć sportowych, często jesteś bardzo cichy”.
„Przed sprawdzianami boli cię brzuch”.
„Kiedy plan nagle się zmienia, zaczynasz chodzić po pokoju”.
Takie obserwacje mogą być pomocne.
Warto jednak przedstawiać je bez stawiania diagnozy:
„Zauważyłem, że...”
zamiast:
„Wiem, że robisz tak dlatego, że...”.
Możemy wspólnie sprawdzać hipotezy.
„Zastanawiam się, czy wtedy robi się za dużo. Jak ty to widzisz?”.
Dziecko dostaje informację, ale nadal zachowuje możliwość własnej interpretacji.
Zwróćmy uwagę na język, którego używamy
Jeżeli rozmowy o emocjach pojawiają się głównie po problemach:
„Dlaczego znowu jesteś zły?”
„Co ci tym razem jest?”
„Dlaczego nie możesz się uspokoić?”
dziecko może zacząć kojarzyć emocje z czymś, z czego trzeba się tłumaczyć.
Spróbujmy używać spokojniejszego języka:
„Widzę dużo napięcia”.
„Chyba coś jest teraz trudne”.
„Nie musisz jeszcze wiedzieć, jak to nazwać”.
„Spróbujemy sprawdzić, co mogło pomóc”.
Budujemy ciekawość zamiast oceny.
Dajmy dziecku własny język
Nie każde dziecko będzie używało słów takich jak „frustracja”, „rozczarowanie” czy „niepokój”.
Może mówić:
„Mam chaos w głowie”.
„Wszystko mnie gryzie”.
„Jest za dużo”.
„Mam czerwono”.
„Mój mózg już nie działa”.
Jeżeli rozumiemy, co oznacza taki komunikat, możemy go zaakceptować.
Możemy wspólnie ustalić:
„Kiedy mówisz, że masz czerwono, rozumiem, że potrzebujesz mniej pytań i chwili przerwy”.
Nie musimy zastępować własnego języka dziecka profesjonalnymi określeniami.
Najważniejsze, żeby komunikacja działała.
Możemy stworzyć prosty rodzinny słownik
Jeżeli dziecku trudno mówić o emocjach, możemy wspólnie stworzyć kilka podstawowych komunikatów.
Na przykład:
„Za dużo” — potrzebuję mniej bodźców.
„Przerwa” — nie jestem teraz gotowy na rozmowę.
„Nie wiem jeszcze” — potrzebuję czasu, ale możemy wrócić do tematu.
„Pomóż mi nazwać” — chcę, żebyś zaproponował kilka możliwości.
„Nie chcę mówić” — rozumiem swoje emocje, ale nie chcę teraz o nich opowiadać.
Takie rozróżnienie może bardzo ułatwić kontakt.
Rodzic nie musi zgadywać, czy „nie wiem” oznacza brak wiedzy czy potrzebę zakończenia rozmowy.
Nie wymagajmy rozmowy w określony sposób
Dziecko może komunikować emocje również poprzez:
- pisanie,
- rysowanie,
- wybieranie obrazka,
- wiadomość tekstową,
- gest,
- wskazanie liczby na skali.
Nie każda ważna rozmowa musi mieć formę długiej wymiany zdań.
Dla niektórych dzieci napisanie:
„Jestem zły, ale nie chcę mówić”
będzie ogromnym krokiem.
Warto to zauważyć:
„Dziękuję, że mi pokazałeś, czego potrzebujesz”.
Co robić, gdy nie znamy przyczyny wybuchu?
Nie zawsze uda nam się ustalić, co dokładnie się wydarzyło.
Możemy wiedzieć jedynie, że dziecko jest przeciążone.
Wtedy zamiast szukać przyczyny za wszelką cenę, skupmy się na tym, co wiemy teraz.
Możemy powiedzieć:
„Nie wiemy jeszcze, dlaczego tak się czujesz. Wiemy, że jest ci trudno”.
„Nie musimy teraz rozwiązać całej zagadki”.
„Sprawdźmy, co pomoże ci poczuć się trochę lepiej”.
Czasem przyczyna stanie się jasna później.
Czasem nie.
Nadal możemy nauczyć dziecko reagowania na własny stan.
Kiedy warto porozmawiać ze specjalistą?
Dodatkowe wsparcie może być pomocne, gdy dziecko:
- bardzo rzadko potrafi rozpoznać własny stan,
- nie zauważa napięcia przed wybuchem,
- regularnie reaguje silnymi emocjami bez możliwości wyjaśnienia, co się wydarzyło,
- ma trudność w komunikowaniu podstawowych potrzeb,
- boi się rozmów o emocjach,
- często skarży się na dolegliwości fizyczne bez jasnej przyczyny,
- wycofuje się z kontaktu,
- doświadcza wielu trudności w szkole lub relacjach,
- mówi wyłącznie „nie wiem”, mimo że wyraźnie cierpi.
Podczas konsultacji możemy wspólnie przyjrzeć się temu, w jaki sposób dziecko komunikuje napięcie, co pomaga mu rozpoznawać sygnały z ciała i jakiego języka możemy używać w domu.
Nie chodzi o nauczenie dziecka zestawu właściwych nazw.
Chcemy, żeby z czasem potrafiło powiedzieć:
„Coś się ze mną dzieje”.
„Potrzebuję pomocy”.
„Potrzebuję przerwy”.
„Jeszcze nie wiem, co czuję”.
To już są bardzo ważne umiejętności.
„Nie wiem” może być początkiem rozmowy, a nie jej końcem
Kiedy dziecko mówi „nie wiem”, nie musimy natychmiast szukać kolejnego pytania.
Możemy odpowiedzieć:
„W porządku. Możemy nie wiedzieć”.
Czasami właśnie brak presji sprawia, że odpowiedź pojawia się później.
Możemy pomagać poprzez:
- konkretne pytania,
- opisywanie faktów,
- zauważanie sygnałów z ciała,
- proponowanie kilku możliwości,
- korzystanie ze skal i obrazków,
- dawanie czasu,
- rozmowę w spokojnym momencie,
- pokazywanie własnych emocji,
- akceptowanie prawa do prywatności.
Rozumienie emocji rozwija się stopniowo.
Nie musimy wymagać, żeby dziecko od razu potrafiło dokładnie nazwać to, czego sami dorośli czasem nie potrafimy wyjaśnić.
Najważniejsze, żeby wiedziało, że może przyjść do nas również wtedy, gdy nie ma jeszcze odpowiednich słów.
Czasem wystarczy zacząć od:
„Nie wiem, co czuję, ale jest mi trudno”.
I od tego możemy już wspólnie ruszyć dalej.
Powiązana usługa
Pogotowie rodzicielskie
Szybka pomoc, gdy sytuacja z dzieckiem zaczyna Cię przerastać.
Opis usługi: Pogotowie rodzicielskie