Emocje

Dziecko bardzo długo przeżywa drobne niepowodzenia — jak pomóc mu wrócić do równowagi?

Przegrana w grze, błąd w zadaniu albo drobna uwaga mogą sprawić, że dziecko jeszcze długo płacze, złości się lub wraca do wydarzenia. Pokazujemy, dlaczego niektórym dzieciom trudno odpuścić niepowodzenie i jak pomóc im odzyskać równowagę bez bagatelizowania emocji.

Autor: Urszula Czekirda — konsultacje rodzicielskie, ASD, wsparcie pedagogiczne, doradztwo zawodowe

Kwalifikacje: Pedagog i pedagog specjalny — praca ze spektrum autyzmu; Trener umiejętności społecznych i wsparcia w codziennym funkcjonowaniu; Psycholog kliniczny - psychoterapia w trakcie uzupełniających studiów; Doświadczenie w HR i planowaniu ścieżek zawodowych

Dziecko przegrywa w grę i jeszcze godzinę później jest złe.

Dostaje gorszą ocenę, choć przygotowywało się do sprawdzianu, i cały wieczór wraca do tego, co zrobiło źle.

Ktoś zwraca mu uwagę, a ono przez kilka godzin przeżywa jedno zdanie.

Wieża z klocków się przewraca i zabawa kończy się płaczem.

Rodzic może wtedy pomyśleć:

„Przecież nic wielkiego się nie stało”.

„Dlaczego ono tak długo to rozpamiętuje?”.

„Inne dzieci już dawno by o tym zapomniały”.

„Jak nauczyć je trochę dystansu?”.

To może być trudne również dla dorosłego.

Chcemy pocieszyć dziecko, pomóc mu wrócić do codzienności i pokazać, że jedno niepowodzenie nie jest końcem świata.

Tymczasem każde kolejne:

„Nie przejmuj się”

albo:

„To tylko gra”

wydaje się działać odwrotnie.

Dziecko jeszcze bardziej się złości albo odpowiada:

„Ty nic nie rozumiesz!”.

Warto wtedy zatrzymać się przy innym pytaniu.

Nie tylko:

„Dlaczego ta sytuacja jest dla niego aż tak ważna?”.

Także:

„Dlaczego tak trudno jest mu z niej wyjść?”.

Bo problemem nie zawsze jest sama intensywność emocji.

Czasem największą trudnością jest powrót do równowagi po tym, kiedy coś poszło inaczej, niż dziecko oczekiwało.

Drobne niepowodzenie dla dziecka nie musi być drobne

Dorośli oceniają wydarzenie z własnej perspektywy.

Wiemy, że jedna przegrana niczego nie zmienia.

Wiemy, że jedna czwórka zamiast piątki nie decyduje o przyszłości.

Wiemy, że błąd można poprawić.

Dziecko może jednak doświadczać tej samej sytuacji zupełnie inaczej.

Przegrana może oznaczać:

„Jestem najgorszy”.

Błąd:

„Nie umiem tego”.

Uwaga nauczyciela:

„Wszyscy zobaczyli, że zrobiłem coś źle”.

Zmiana planu:

„Nic nie jest tak, jak miało być”.

Nie chodzi o to, że dziecko świadomie dramatyzuje.

Czasem jedno wydarzenie uruchamia znacznie większą reakcję, bo dotyka czegoś ważnego:

  • potrzeby przewidywalności,
  • lęku przed oceną,
  • perfekcjonizmu,
  • niskiej tolerancji frustracji,
  • zmęczenia,
  • silnej potrzeby sprawiedliwości,
  • trudności z przechodzeniem między stanami emocjonalnymi.

Dlatego zanim zaczniemy przekonywać dziecko, że „to nic takiego”, warto zrozumieć, czym ta sytuacja była właśnie dla niego.

Niektórym dzieciom trudniej przełączyć się z jednej emocji na drugą

Dziecko może już rozumieć, że sprawa nie jest ogromna.

Może nawet powiedzieć:

„Wiem, że to tylko gra”.

A mimo to nadal być wściekłe.

To ważna różnica.

Rozumienie sytuacji nie zawsze oznacza, że emocje natychmiast znikną.

Możemy wiedzieć, że nie ma realnego zagrożenia, a nadal czuć napięcie.

Możemy wiedzieć, że błąd da się poprawić, a nadal odczuwać wstyd.

Dziecko może więc potrzebować więcej czasu, żeby układ nerwowy rzeczywiście wrócił do spokojniejszego stanu.

Nie wystarczy powiedzieć sobie:

„Już się nie przejmuję”.

„Przestań o tym myśleć” zwykle nie pomaga

Gdy dziecko po raz dziesiąty mówi o tym samym, rodzic może mieć już naprawdę dość.

„Tak, wiem, przegrałeś”.

„Rozmawialiśmy o tym”.

„Już wystarczy”.

„Przestań się nakręcać”.

Problem polega na tym, że dziecko często również chciałoby przestać.

Nie zawsze potrafi.

Myśl może wracać:

„Mogłem zrobić inaczej”.

„To było niesprawiedliwe”.

„Dlaczego mi się nie udało?”.

„Co inni teraz o mnie myślą?”.

Powtarzanie może być próbą uporządkowania sytuacji.

To nie znaczy, że musimy przez dwie godziny prowadzić tę samą rozmowę.

Możemy jednak potraktować powracający temat jako informację:

„Ta sytuacja nadal nie jest dla niego zamknięta”.

Najpierw nazwijmy, co się wydarzyło

Zamiast od razu pocieszać, możemy zacząć od prostego opisu.

„Bardzo chciałeś wygrać i nie udało się”.

„Ćwiczyłaś długo, a wynik był gorszy, niż oczekiwałaś”.

„Myślałeś, że zrobisz to bez błędu, a coś nie wyszło”.

„Kolega powiedział coś, co było dla ciebie ważne”.

To nie wzmacnia przesadnej reakcji.

Pokazuje:

„Widzę, co się stało”.

Dopiero później możemy przejść do tego, co zrobić dalej.

Uznanie emocji nie oznacza zgody z każdą interpretacją

Dziecko mówi:

„Jestem beznadziejny”.

Nie musimy odpowiadać:

„Tak, rozumiem, że jesteś beznadziejny”.

Możemy powiedzieć:

„Widzę, że teraz właśnie tak o sobie myślisz, bo bardzo ci zależało”.

Albo:

„Ta przegrana naprawdę mocno cię uderzyła”.

Uznajemy stan emocjonalny.

Nie potwierdzamy negatywnego przekonania.

To ważne szczególnie wtedy, gdy dziecko myśli bardzo skrajnie.

„Nie udało mi się” może szybko zmienić się w:

„Nigdy mi się nic nie udaje”.

Możemy pomóc oddzielić wydarzenie od oceny całej osoby.

„Nie udało się” to nie to samo co „nie umiem”

Dzieci, które silnie przeżywają niepowodzenia, często szybko przechodzą od konkretu do bardzo szerokiego wniosku.

„Pomyliłem się”.

zamienia się w:

„Jestem głupi”.

„Przegrałem”.

zamienia się w:

„Jestem najgorszy”.

„Koleżanka nie chciała się dziś bawić”.

zamienia się w:

„Nikt mnie nie lubi”.

W spokojniejszym momencie możemy pomóc wrócić do faktów.

„Co dokładnie się wydarzyło?”.

„Czy nie udało się wszystko, czy jedna rzecz?”.

„Czy zawsze przegrywasz, czy przegrałeś dzisiaj?”.

„Czy nikt cię nie lubi, czy jedna osoba dzisiaj powiedziała »nie«?”.

Nie chodzi o udowodnienie dziecku, że przesadza.

Chodzi o przywrócenie proporcji.

Nie dyskutujmy logicznie w szczycie emocji

Dziecko krzyczy:

„Nigdy więcej nie będę grał!”.

Rodzic odpowiada:

„Przecież wczoraj wygrałeś trzy razy”.

Faktycznie.

Ale w silnych emocjach taka informacja może nie mieć znaczenia.

Dziecko nie jest wtedy gotowe na analizę statystyczną swoich sukcesów.

Może odpowiedzieć:

„Nieważne!”.

„To było wczoraj!”.

„Nic nie rozumiesz!”.

Wysokie napięcie nie jest najlepszym momentem na zmianę sposobu myślenia.

Najpierw regulacja.

Dopiero potem perspektywa.

Pomóżmy dziecku wrócić do ciała

Kiedy myśli krążą wokół niepowodzenia, pomocne może być przeniesienie uwagi z analizowania na regulację.

Możemy zaproponować:

  • wodę,
  • ruch,
  • wyjście na chwilę na zewnątrz,
  • zmianę miejsca,
  • spokojne siedzenie,
  • przytulenie, jeśli dziecko go chce,
  • ulubioną muzykę,
  • czynność manualną,
  • kilka minut bez rozmowy.

Nie mówimy:

„Idź się uspokój”.

Raczej:

„Widzę, że nadal masz dużo napięcia. Chcesz chwilę posiedzieć sam czy przejść się ze mną?”.

Dziecko uczy się wtedy, że powrót do równowagi może wymagać konkretnego działania.

Niektóre dzieci potrzebują więcej czasu

Rodzic może oczekiwać:

„Płakał dziesięć minut, wystarczy”.

Ale dzieci różnią się tempem regulacji.

Jedno po pięciu minutach będzie gotowe wrócić do zabawy.

Drugie potrzebuje pół godziny.

Trzecie będzie wracało do sprawy jeszcze wieczorem.

Sam fakt, że emocja trwa długo, nie oznacza automatycznie problemu.

Ważniejsze jest:

  • czy napięcie stopniowo spada,
  • czy dziecko ma dostęp do sposobów regulacji,
  • czy sytuacje nie blokują całego dnia,
  • czy reakcje nie stają się coraz silniejsze,
  • czy dziecko z czasem odzyskuje możliwość działania.

Sprawdźmy, co było przed niepowodzeniem

Czasami reakcja wydaje się zupełnie nieproporcjonalna, bo patrzymy tylko na ostatnie wydarzenie.

Dziecko przegrywa prostą grę i wybucha.

Ale wcześniej:

  • źle spało,
  • miało trudny dzień w szkole,
  • było głodne,
  • pokłóciło się z kolegą,
  • przez kilka godzin musiało się bardzo kontrolować,
  • było w głośnym miejscu.

Przegrana nie tworzy całego napięcia.

Może być tylko ostatnim elementem.

Warto więc pytać nie tylko:

„Dlaczego tak przeżywa tę grę?”.

Także:

„Ile zasobów miało jeszcze przed rozpoczęciem gry?”.

Perfekcjonizm może sprawiać, że każdy błąd boli bardziej

Niektóre dzieci bardzo wysoko ustawiają sobie poprzeczkę.

Nie wystarczy im:

„Zrobiłem dobrze”.

Chcą:

„Zrobiłem idealnie”.

Jeżeli efekt jest inny, mogą czuć nie tylko rozczarowanie, ale również wstyd.

Mogą:

  • wielokrotnie poprawiać zadanie,
  • wyrzucać rysunek po jednym błędzie,
  • nie zaczynać czegoś, jeśli nie mają pewności sukcesu,
  • unikać nowych aktywności,
  • bardzo przeżywać poprawki,
  • porównywać się z innymi.

Wtedy zwykłe:

„Nie szkodzi”

często nie wystarczy.

Warto pracować nad przekonaniem, że błędy są częścią działania, a nie dowodem braku kompetencji.

Pokazujmy własne drobne błędy

Dziecko obserwuje nie tylko to, co do niego mówimy.

Widziało również, jak sami reagujemy.

Jeżeli przy każdym błędzie mówimy:

„Ale jestem idiotą”.

„Jak mogłem to zrobić?”.

„Wszystko zepsułem”.

trudno jednocześnie uczyć dziecko spokojnego podejścia do niepowodzeń.

Możemy modelować:

„Pomyliłem się. Poprawię”.

„Nie wyszło tak, jak chciałem. Spróbuję jeszcze raz”.

„Trochę mnie to zdenerwowało, więc zrobię chwilę przerwy”.

Dziecko widzi wtedy dorosłego, który doświadcza frustracji, ale nie traktuje jej jak katastrofy.

Nie chwalmy wyłącznie efektu

Jeżeli dziecko najczęściej słyszy:

„Brawo, wygrałeś”.

„Świetnie, piątka!”.

„Najlepszy wynik”.

może zacząć wiązać poczucie własnej wartości głównie z efektem.

Wtedy porażka kosztuje więcej.

Warto zauważać również:

„Próbowałeś jeszcze raz, mimo że było trudno”.

„Zatrzymałaś się i poprawiłaś błąd”.

„Poprosiłeś o pomoc”.

„Nie udało się, a jednak dokończyłeś”.

„Zdenerwowałaś się, ale po chwili wróciłaś do zadania”.

Doceniamy proces, strategie i wysiłek.

Nie musimy przy tym chwalić wszystkiego.

Chodzi o poszerzenie definicji sukcesu.

Nie organizujmy sztucznych porażek

Rodzic może pomyśleć:

„Musi się nauczyć przegrywać, więc będę celowo z nim wygrywać”.

Albo:

„Niech częściej przegrywa, to się przyzwyczai”.

Sama ekspozycja na niepowodzenie nie gwarantuje uczenia się regulacji.

Jeżeli każde doświadczenie kończy się ogromnym kryzysem, dziecko może nauczyć się jedynie:

„Gry są niebezpieczne”.

„Nie warto próbować”.

Lepszym celem jest ćwiczenie niepowodzeń w dawce, z którą dziecko potrafi sobie poradzić przy wsparciu.

Zacznijmy od krótkich i przewidywalnych sytuacji

Jeżeli przegrywanie jest bardzo trudne, możemy wybierać gry:

  • krótkie,
  • z prostymi zasadami,
  • w których wynik szybko się zmienia,
  • kooperacyjne,
  • w których nie zawsze jedna osoba „przegrywa wszystko”.

Możemy wcześniej powiedzieć:

„W tej grze ktoś wygra, a ktoś przegra. Jeśli poczujesz dużo złości, zrobimy przerwę”.

Nie obiecujemy:

„Na pewno wygrasz”.

Przygotowujemy na możliwość obu wyników.

Gry kooperacyjne mogą być dobrym etapem

Nie każde ćwiczenie radzenia sobie z frustracją musi zaczynać się od rywalizacji.

W grach kooperacyjnych wszyscy próbują wspólnie osiągnąć cel.

Dziecko nadal doświadcza:

  • oczekiwania,
  • niepewności,
  • błędów,
  • nieudanych prób.

Ale porażka nie jest bezpośrednio związana z tym, że druga osoba „okazała się lepsza”.

To może być łatwiejszy etap.

Później możemy wracać do klasycznej rywalizacji.

Nie pozwalajmy wygrywać zawsze

Druga skrajność to ochrona dziecka przed każdym niepowodzeniem.

Rodzic specjalnie przegrywa.

Rodzeństwo ma ustępować.

Zasady zmieniają się tak, żeby dziecko się nie zdenerwowało.

Na krótką metę mamy spokój.

Na dłuższą dziecko nie zdobywa doświadczenia:

„Mogę przegrać i nadal być bezpieczny”.

Nie musimy celowo tworzyć porażek.

Nie musimy też usuwać ich z codziennego życia.

Zachowanie nadal ma granice

Dziecko może być bardzo rozczarowane.

Może płakać.

Może potrzebować przerwy.

Nie oznacza to, że może:

  • przewracać stół,
  • bić innych graczy,
  • niszczyć grę,
  • obrażać pozostałych,
  • wymuszać zmianę wyniku.

Możemy powiedzieć:

„Możesz być bardzo zły. Nie pozwolę ci rzucać pionkami w siostrę”.

„Zrobimy przerwę. Do gry wrócimy, kiedy będzie bezpiecznie”.

Granica dotyczy zachowania, a nie emocji.

Nie wymagajmy przeprosin w szczycie złości

Po przegranej dziecko rzuca kartami i krzyczy na brata.

Rodzic mówi:

„Natychmiast przeproś”.

Dziecko odpowiada:

„Nie!”.

To często prowadzi do kolejnego konfliktu.

Najpierw zatrzymujemy zachowanie.

Potem dajemy czas na regulację.

Dopiero później możemy wrócić:

„Byłeś bardzo zły. Jednocześnie powiedziałeś bratu coś, co go zraniło. Jak możemy to naprawić?”.

Przeprosiny mają większą wartość, kiedy dziecko rzeczywiście jest w stanie zobaczyć drugą osobę.

„Musisz nauczyć się przegrywać” jest prawdą, ale nie instrukcją

Tak — radzenie sobie z porażką jest ważną umiejętnością.

Ale samo powiedzenie tego dziecku nie pokazuje, jak to zrobić.

Możemy rozbić umiejętność na kroki:

  1. Zauważam, że jestem bardzo zły.
  2. Nie rzucam przedmiotami i nie krzywdzę innych.
  3. Mogę powiedzieć: „Potrzebuję przerwy”.
  4. Odchodzę na chwilę.
  5. Czekam, aż napięcie spadnie.
  6. Wracam albo decyduję, że na dziś kończę.
  7. Później mogę porozmawiać o tym, co było trudne.

To znacznie konkretniejsze niż:

„Przegraj z klasą”.

Pomóżmy stworzyć język frustracji

Niektóre dzieci przechodzą bardzo szybko:

„To mi się nie podoba”

→ krzyk.

Możemy ćwiczyć prostsze komunikaty:

„Jestem wściekły, że przegrałem”.

„Potrzebuję chwili”.

„Nie chcę teraz rozmawiać”.

„To było dla mnie bardzo ważne”.

„Chcę spróbować jeszcze raz później”.

„Kończę tę grę na dzisiaj”.

To nie oznacza, że dziecko będzie mówiło spokojnie od razu.

Tworzymy jednak alternatywę dla zachowania.

Zwróćmy uwagę na poczucie sprawiedliwości

Niektóre dzieci bardzo silnie reagują na sytuacje, które postrzegają jako niesprawiedliwe.

Mogą długo wracać do:

„On zaczął”.

„To nie było zgodne z zasadami”.

„Nauczyciel powiedział inaczej”.

„Ona dostała jeszcze jedną szansę”.

Dla rodzica temat może wydawać się zakończony.

Dziecko nadal próbuje przywrócić porządek.

Możemy powiedzieć:

„Widzę, że dla ciebie bardzo ważne jest, żeby zasady były takie same dla wszystkich”.

To nie znaczy, że przyznajemy mu rację w każdej sytuacji.

Możemy dodać:

„Sprawdźmy, co możemy zrobić teraz, nawet jeśli nie możemy już zmienić tego, co się wydarzyło”.

Nauka odpuszczania nie oznacza zgody na niesprawiedliwość

Możemy rozróżnić:

Co mogę zmienić?

oraz:

Czego nie mogę już zmienić?

Jeżeli wynik gry został źle policzony, możemy go sprawdzić.

Jeżeli nauczyciel popełnił błąd, możemy zapytać.

Jeżeli wydarzenie już się skończyło i nie ma realnego sposobu zmiany, potrzebujemy innej strategii.

„Nie podoba mi się to, ale nie mogę już tego zmienić”.

To bardzo trudna umiejętność również dla dorosłych.

Dziecko potrzebuje czasu, żeby ją zbudować.

Ustalmy moment zakończenia rozmowy

Jeżeli dziecko ciągle wraca do jednego wydarzenia, możemy po pewnym czasie postawić łagodną granicę.

„Rozumiem, że nadal jesteś zły. Rozmawialiśmy już o tym kilka razy i nie mamy nowych informacji. Możemy wrócić do tematu wieczorem, jeśli nadal będzie ważny”.

Albo:

„Chcesz powiedzieć mi jeszcze jedną rzecz o tej sytuacji, a potem spróbujemy zrobić coś innego?”.

Nie odrzucamy emocji.

Pomagamy wyjść z pętli.

Zmiana aktywności może być pomocna

Dziecko nie zawsze „przestanie myśleć”, jeśli każemy mu przestać.

Łatwiej może być przekierować uwagę na coś konkretnego.

Na przykład:

  • spacer,
  • przygotowanie jedzenia,
  • układanie klocków,
  • prysznic,
  • zabawa ze zwierzęciem,
  • ruch,
  • proste zadanie manualne.

Nie jest to ignorowanie problemu.

Możemy powiedzieć:

„Wiemy już, co się wydarzyło. Teraz spróbujmy dać twojej głowie chwilę od tego odpocząć”.

Uważajmy na wielokrotne zapewnianie

Dziecko pyta:

„Na pewno nie jestem głupi?”.

Odpowiadamy:

„Na pewno”.

Minutę później:

„Ale naprawdę?”.

„Naprawdę”.

Po chwili znowu.

Zapewnienie przynosi krótką ulgę, ale pytanie szybko wraca.

Czasem warto zmienić sposób odpowiedzi:

„Widzę, że bardzo potrzebujesz teraz pewności. Co sprawiło, że zacząłeś tak o sobie myśleć?”.

Albo:

„Już odpowiedziałem na to pytanie. Teraz spróbujmy znaleźć coś, co pomoże ci poradzić sobie z tym niepokojem”.

Nie oznacza to odmowy wsparcia.

Pomagamy dziecku budować coś więcej niż zależność od kolejnego zapewnienia dorosłego.

Nie próbujmy natychmiast naprawiać każdej emocji

Dziecko jest smutne po przegranej.

Rodzic od razu:

„Zagramy jeszcze raz”.

„Kupimy ci coś”.

„Chodź, zrobię ci kakao”.

„Nie martw się”.

Czasem możemy po prostu być obok.

„Widzę, że jest ci przykro”.

Nie każda emocja wymaga szybkiego usunięcia.

Dziecko może nauczyć się:

„Mogę być przez chwilę rozczarowany i nic złego się nie dzieje”.

To również ważne doświadczenie.

Co zrobić, gdy dziecko wraca do błędu przez wiele dni?

Niektóre wydarzenia zostają na dłużej.

Dziecko przypomina:

„Pamiętasz, jak źle odpowiedziałem?”.

„Cały czas myślę o tym, co powiedziałem”.

Możemy pomóc domknąć sytuację.

Spróbujmy odpowiedzieć na trzy pytania:

Co się wydarzyło?

Bez oceny.

Czy coś jeszcze możemy zrobić?

Na przykład przeprosić, poprawić pracę, zapytać nauczyciela.

Jeżeli nie możemy nic zmienić — czego możemy się nauczyć na przyszłość?

Po takiej rozmowie możemy powiedzieć:

„Mamy plan. Nie musimy już dzisiaj rozwiązywać tego ponownie”.

Dziecku łatwiej odpuścić, kiedy ma poczucie, że sprawa została uporządkowana.

Pomóżmy odróżnić naprawianie od karania siebie

Po błędzie możemy zrobić coś konstruktywnego.

Jeśli kogoś skrzywdziliśmy — przeprosić.

Jeśli czegoś nie umiemy — poćwiczyć.

Jeśli zapomnieliśmy zadania — przygotować system przypomnienia.

To jest naprawianie.

Czym innym jest wielogodzinne myślenie:

„Jestem beznadziejny”.

„Nie zasługuję na nic”.

„Wszystko psuję”.

Możemy powiedzieć:

„Błąd może wymagać naprawy. Nie wymaga tego, żebyś cały dzień siebie za niego karał”.

To rozróżnienie warto powtarzać.

Kiedy silne reakcje pojawiają się głównie po szkole

Jeżeli dziecko dużo mocniej przeżywa drobne niepowodzenia wieczorem niż rano albo w weekend, warto sprawdzić poziom przeciążenia.

Po kilku godzinach szkoły może mieć znacznie mniej zasobów na:

  • frustrację,
  • zmianę,
  • przegraną,
  • czekanie,
  • poprawianie błędu.

Wtedy problemem nie musi być wyłącznie „brak odporności na porażkę”.

Może nim być brak energii na poradzenie sobie z kolejnym trudnym doświadczeniem.

W takich dniach pomocne może być:

  • mniej obowiązków,
  • więcej czasu na przejście między aktywnościami,
  • odpoczynek przed zadaniami,
  • unikanie niepotrzebnej rywalizacji.

Dziecko może potrzebować przygotowania przed trudną sytuacją

Jeżeli wiemy, że za chwilę wydarzy się coś potencjalnie frustrującego, możemy powiedzieć:

„Może się zdarzyć, że nie wygrasz”.

„Nie wiemy, jaka będzie ocena”.

„Możliwe, że ten model nie wyjdzie za pierwszym razem”.

„Możesz popełnić błąd, bo dopiero się uczysz”.

Nie straszymy.

Normalizujemy niepewność.

Możemy też ustalić:

„Jeśli będzie bardzo trudno, robimy pięć minut przerwy”.

Dziecko ma wtedy gotowy plan, zanim emocje staną się bardzo silne.

Co zrobić, jeśli dziecko rezygnuje, zanim spróbuje?

Silny lęk przed niepowodzeniem może prowadzić do unikania.

„Nie będę tego robić”.

„To głupie”.

„I tak nie umiem”.

Czasem brzmi to jak brak motywacji.

W rzeczywistości dziecko może chronić się przed doświadczeniem:

„Spróbowałem i nie wyszło”.

Możemy zmniejszyć pierwszy krok.

Zamiast:

„Zrób całe zadanie”

powiedzieć:

„Spróbujmy pierwszego przykładu”.

Zamiast:

„Narysuj cały obrazek”

—:

„Zacznij od jednego elementu”.

Możemy także jasno powiedzieć:

„Nie musisz umieć tego od razu”.

Nie usuwajmy poprzeczki — ustawmy ją osiągalnie

Wsparcie nie oznacza, że dziecko nigdy nie powinno mierzyć się z trudnością.

Jeżeli zawsze rozwiązujemy zadanie za nie, pozwalamy ominąć każdą rywalizację i poprawiamy każdy błąd, odbieramy okazję do doświadczenia:

„Było trudno, ale sobie poradziłem”.

Warto szukać poziomu:

trudne, ale możliwe

zamiast:

łatwe, żeby się nie zdenerwowało

albo:

bardzo trudne, żeby się zahartowało.

Rozwój zwykle odbywa się pomiędzy tymi skrajnościami.

Zauważajmy powrót do równowagi

Często koncentrujemy uwagę na samym wybuchu.

Warto zauważyć również to, co wydarzyło się później.

„Byłeś bardzo zły, ale po kilku minutach poprosiłeś o przerwę”.

„Było ci przykro, a potem wróciłaś i dokończyłaś”.

„Przez chwilę chciałeś wszystko rzucić, ale znalazłeś inny sposób”.

To pokazuje dziecku:

„Mam silne emocje, ale potrafię z nich wrócić”.

To ważniejsza umiejętność niż nigdy się nie denerwować.

Możemy wspólnie stworzyć plan na niepowodzenie

W spokojnym momencie warto zapytać:

„Co możemy zrobić następnym razem, kiedy coś nie wyjdzie?”.

Plan może być bardzo prosty:

  1. Zauważam: „Jestem naprawdę zły”.
  2. Odkładam przedmiot.
  3. Mówię „przerwa”.
  4. Idę napić się wody albo przejść.
  5. Wracam po kilku minutach.
  6. Decyduję: próbuję ponownie czy kończę na dziś.

Plan nie zadziała idealnie za pierwszym razem.

Ale im częściej go ćwiczymy poza kryzysem, tym większa szansa, że dziecko zacznie korzystać z niego wcześniej.

Kiedy warto przyjrzeć się sytuacji uważniej?

Warto poszukać dodatkowego wsparcia, gdy dziecko:

  • bardzo silnie reaguje na niemal każdą pomyłkę,
  • regularnie niszczy przedmioty lub krzywdzi innych po niepowodzeniu,
  • przez wiele godzin nie potrafi wrócić do równowagi,
  • obsesyjnie wraca do drobnych błędów,
  • unika nowych aktywności z obawy przed porażką,
  • bardzo często mówi o sobie w skrajnie negatywny sposób,
  • odmawia chodzenia do szkoły po niepowodzeniach,
  • ma coraz większy lęk przed oceną,
  • dąży do perfekcji kosztem snu, odpoczynku lub relacji,
  • bardzo długo obwinia się za niewielkie zdarzenia.

Szczególnie ważne jest reagowanie, gdy dziecko mówi o sobie z pogardą, deklaruje, że nie chce żyć, chce zrobić sobie krzywdę albo zachowuje się w sposób zagrażający sobie lub innym. W takiej sytuacji potrzebna jest pilna pomoc odpowiednich specjalistów, a w bezpośrednim zagrożeniu — pomoc ratunkowa.

Kiedy warto skorzystać z konsultacji?

Konsultacja może być pomocna, jeżeli trudno nam ocenić:

  • czy reakcja dziecka mieści się jeszcze w jego sposobie przeżywania frustracji,
  • co właściwie uruchamia tak silne emocje,
  • jak stawiać granice bez zwiększania napięcia,
  • jak reagować na powtarzające się „jestem beznadziejny”,
  • jak uczyć radzenia sobie z błędem,
  • kiedy zachęcać do kolejnej próby, a kiedy pozwolić odpuścić.

Podczas spotkania możemy wspólnie przyjrzeć się konkretnym sytuacjom z codzienności i przygotować prosty plan reagowania.

Nie chodzi o to, żeby dziecko przestało przeżywać porażki.

Niepowodzenie może boleć.

Rozczarowanie jest normalną emocją.

Chcemy natomiast, żeby z czasem dziecko coraz częściej potrafiło przejść od:

„Nie udało się”

do:

„Jest mi trudno, ale wiem, co mogę zrobić dalej”.

Odporność nie oznacza, że nic nas nie rusza

Czasem wyobrażamy sobie odporne emocjonalnie dziecko jako takie, które:

  • nie płacze po przegranej,
  • szybko zapomina o błędzie,
  • nie przejmuje się ocenami,
  • natychmiast próbuje ponownie.

Nie musi tak być.

Odporność może wyglądać inaczej:

„Jest mi naprawdę przykro”.

„Potrzebuję przerwy”.

„Nie chcę teraz próbować ponownie”.

„Wrócę do tego jutro”.

„Pomyliłem się, ale to nie znaczy, że jestem beznadziejny”.

Dziecko nadal doświadcza emocji.

Tylko stopniowo uczy się, że emocja nie musi przejąć kontroli nad całym dniem.

Nie musimy więc uczyć dziecka, żeby mniej czuło.

Możemy pomagać mu coraz lepiej przechodzić przez to, co czuje — i wracać do równowagi, kiedy coś nie poszło tak, jak chciało.

Powiązana usługa

Pogotowie rodzicielskie

Szybka pomoc, gdy sytuacja z dzieckiem zaczyna Cię przerastać.

Opis usługi: Pogotowie rodzicielskie