Szkoła i relacje

Dziecko boi się nowych miejsc — jak pomagać bez zmuszania i unikania wszystkiego?

Lęk przed nowym miejscem nie zawsze znika po usłyszeniu „nie ma się czego bać”. Pokazujemy, jak przygotować dziecko do nowych sytuacji, dawać mu poczucie wpływu i stopniowo poszerzać jego możliwości — bez przymusu, ale też bez rezygnowania ze wszystkiego, co trudne.

Autor: Urszula Czekirda — konsultacje rodzicielskie, ASD, wsparcie pedagogiczne, doradztwo zawodowe

Kwalifikacje: Pedagog i pedagog specjalny — praca ze spektrum autyzmu; Trener umiejętności społecznych i wsparcia w codziennym funkcjonowaniu; Psycholog kliniczny - psychoterapia w trakcie uzupełniających studiów; Doświadczenie w HR i planowaniu ścieżek zawodowych

Nowa sala. Nieznany budynek. Pierwsza wizyta u kogoś. Urodziny w miejscu, którego dziecko nie zna. Wakacyjny wyjazd. Nowe zajęcia.

Dla jednego dziecka będzie to ciekawa przygoda.

Dla innego — źródło bardzo dużego napięcia.

Może pytać wiele razy, jak będzie wyglądało miejsce. Może zacząć płakać jeszcze przed wyjściem. Może odmówić wejścia, kurczowo trzymać się rodzica albo powiedzieć:

„Nie idę”.

„Nie chcę”.

„Wracamy do domu”.

„Boję się”.

Rodzic staje wtedy przed trudnym wyborem.

Czy zachęcać mocniej? Czy odpuścić? Czy wejść mimo protestu? Czy pozwolić zostać w domu?

Nie chcemy zmuszać dziecka do sytuacji, która je przerasta. Jednocześnie całkowite unikanie wszystkiego, co nowe, może sprawić, że świat będzie stopniowo stawał się coraz mniejszy.

Dlatego naszym celem nie jest ani „przełamywanie lęku za wszelką cenę”, ani usuwanie z życia każdej trudnej sytuacji.

Chcemy pomóc dziecku zbliżać się do nowości w tempie, które pozwala mu nadal czuć się bezpiecznie.

Nowe miejsce to często wiele niewiadomych naraz

Dorosły widzi:

„Idziemy na urodziny”.

Dziecko może widzieć kilkanaście pytań:

  • Gdzie to będzie?
  • Ilu ludzi tam będzie?
  • Kogo znam?
  • Co będziemy robić?
  • Czy będzie głośno?
  • Gdzie jest toaleta?
  • Czy będę musiał z kimś rozmawiać?
  • Co jeśli nie będę chciał jeść?
  • Ile tam zostaniemy?
  • Czy mogę wyjść wcześniej?
  • Co jeśli ktoś mnie dotknie?
  • Co mam zrobić, gdy nie będę wiedział, gdzie usiąść?

Im więcej niewiadomych, tym więcej napięcia.

Niektóre dzieci potrafią łatwo zapełnić te luki ciekawością.

Inne zapełniają je możliwymi zagrożeniami.

Dlatego samo zdanie:

„Będzie fajnie”

może nie pomagać.

Dziecko nadal nie wie, co konkretnie je czeka.

Lęk nie zawsze wygląda jak lęk

Dziecko nie musi powiedzieć:

„Boję się nowego miejsca”.

Może:

  • złościć się,
  • marudzić,
  • odmawiać ubrania się,
  • przeciągać wyjście,
  • skarżyć się na ból brzucha,
  • mówić, że jest zmęczone,
  • prowokować konflikt tuż przed wyjściem,
  • zamknąć się w pokoju,
  • pytać dziesiątki razy o ten sam szczegół,
  • bardzo sztywno trzymać się ustalonego planu.

Czasem z zewnątrz wygląda to jak nieposłuszeństwo albo próba wymuszenia pozostania w domu.

Warto jednak zapytać:

„Czy za tym zachowaniem może stać niepewność lub lęk?”.

To nie znaczy, że zawsze rezygnujemy z wyjścia.

Pomaga nam jednak dobrać reakcję do prawdziwej przyczyny.

„Nie ma się czego bać” rzadko rozwiązuje problem

Kiedy dziecko się boi, chcemy je uspokoić.

Mówimy:

„Przecież nic się nie stanie”.

„Nie ma czego się bać”.

„Byliśmy już w podobnych miejscach”.

„Inne dzieci chodzą tam bez problemu”.

Problem polega na tym, że dla dziecka zagrożenie jest subiektywnie realne.

Może nie bać się konkretnego niebezpieczeństwa. Może bać się nieprzewidywalności.

Dlatego bardziej pomocne może być:

„Widzę, że to nowe miejsce bardzo cię stresuje”.

„Spróbujmy sprawdzić, co dokładnie jest najbardziej niepewne”.

„Możemy przygotować plan”.

Uznanie lęku nie oznacza potwierdzenia:

„Tak, rzeczywiście jest się czego bać”.

Oznacza:

„Widzę, że twoje ciało i myśli reagują tak, jakby sytuacja była trudna. Pomogę ci przez nią przejść”.

Najpierw spróbujmy ustalić, czego dziecko się boi

„Nie chcę tam iść” jest bardzo szerokim komunikatem.

Możemy spokojnie dopytać:

„Co jest najtrudniejsze — samo miejsce, ludzie czy to, że nie wiesz, co będzie się działo?”.

„Bardziej martwisz się hałasem czy rozmową z innymi?”.

„Czy jest coś konkretnego, czego się spodziewasz?”.

„Co musiałoby się zmienić, żeby było choć trochę łatwiej?”.

Dziecko może powiedzieć:

„Nie wiem”.

Wtedy możemy zaproponować kilka możliwości.

„Może chodzi o to, że nie znasz sali?”.

„Może boisz się, że będzie dużo ludzi?”.

„Może trudno ci nie wiedzieć, jak długo tam zostaniemy?”.

Nie próbujemy zgadnąć za dziecko. Pomagamy mu zawęzić problem.

Pokażmy miejsce wcześniej

Jeżeli jest taka możliwość, warto zmniejszyć liczbę niewiadomych.

Możemy:

  • obejrzeć zdjęcia,
  • zobaczyć budynek na mapie,
  • sprawdzić wejście,
  • znaleźć plan obiektu,
  • obejrzeć stronę internetową,
  • pokazać zdjęcie sali,
  • przejechać wcześniej obok,
  • wejść na kilka minut przed właściwym wydarzeniem.

Jeżeli dziecko idzie na nowe zajęcia, możemy zapytać organizatora, czy możliwe jest krótkie wejście wcześniej.

Czasem ogromną różnicę robi możliwość zobaczenia:

„Tutaj się wchodzi”.

„Tutaj zostawiamy kurtkę”.

„Tutaj jest toaleta”.

„Tutaj będzie czekał prowadzący”.

Nie chodzi o usunięcie każdej niespodzianki.

Chcemy zmniejszyć liczbę rzeczy, które dziecko musi przetworzyć jednocześnie.

Opowiedzmy, jak mniej więcej będzie wyglądała sytuacja

Możemy przygotować prosty plan:

  1. Jedziemy samochodem.
  2. Wchodzimy do budynku.
  3. Zostawiamy kurtki.
  4. Poznamy prowadzącego.
  5. Przez pierwsze dziesięć minut możesz być obok mnie.
  6. Potem zaczynają się zajęcia.
  7. Po godzinie wracamy do domu.

Jeżeli czegoś nie wiemy, również to mówimy.

„Nie wiem, ile dokładnie będzie dzieci”.

„Nie wiem, czy będzie głośno”.

„Nie wiem, czy plan zmieni się po wejściu”.

Możemy dodać:

„Jeśli coś będzie inaczej, powiem ci, jaki jest nowy plan”.

To uczciwsze niż obietnica pełnej przewidywalności.

Nie opowiadajmy zbyt dużo

Przygotowanie pomaga, ale nadmiar informacji może zwiększyć napięcie.

Niektóre dzieci zaczynają analizować każdy szczegół.

Jeżeli przez tydzień codziennie omawiamy nadchodzącą wizytę, lęk może towarzyszyć dziecku przez cały ten czas.

Warto obserwować jego reakcję.

Jeżeli informacja uspokaja, możemy wrócić do planu.

Jeżeli każde kolejne omawianie zwiększa napięcie, ograniczmy przygotowanie do najważniejszych faktów.

Dobre przygotowanie nie oznacza ciągłego przypominania o nadchodzącej trudnej sytuacji.

Zaczynajmy od małych kroków

Jeżeli nowe miejsca wywołują silny lęk, nie musimy od razu oczekiwać pełnego uczestnictwa.

Możemy podzielić sytuację.

Przykład nowych zajęć:

Pierwszy krok: oglądamy zdjęcia.

Drugi: jedziemy zobaczyć budynek.

Trzeci: wchodzimy do środka na kilka minut.

Czwarty: poznajemy prowadzącego.

Piąty: dziecko uczestniczy w części zajęć.

Szósty: zostaje na całe spotkanie.

Nie zawsze potrzebujemy wszystkich etapów.

Najważniejsze jest to, aby krok był wystarczająco trudny, żeby dziecko zdobywało nowe doświadczenie, ale nie tak trudny, żeby całkowicie straciło poczucie bezpieczeństwa.

Nie mylmy małego kroku z porażką

Rodzic może pomyśleć:

„Pojechaliśmy aż tutaj i weszło tylko do holu”.

Tymczasem dla dziecka wejście do holu mogło być ogromnym krokiem.

Jeżeli wcześniej nie było w stanie wyjść z samochodu, mamy realny postęp.

Możemy powiedzieć:

„Dzisiaj wszedłeś do środka i zobaczyłeś salę. Teraz już wiesz trochę więcej o tym miejscu”.

Nie dodawajmy:

„Szkoda tylko, że nie zostałeś”.

Warto budować doświadczenie:

„Potrafię zrobić krok w stronę czegoś nowego”.

Z tego łatwiej przejść do kolejnego.

Unikanie przynosi ulgę — i dlatego łatwo się utrwala

Jeżeli dziecko bardzo boi się wyjścia, a my mówimy:

„Dobrze, zostajemy w domu”

napięcie szybko spada.

Dziecko doświadcza ulgi.

Jego układ nerwowy może nauczyć się:

„Kiedy unikam nowego miejsca, lęk znika”.

To bardzo silny mechanizm.

Przy kolejnej sytuacji potrzeba unikania może być jeszcze większa.

Nie oznacza to, że mamy ignorować lęk i zawsze zmuszać dziecko do wejścia.

Warto raczej szukać pośredniego rozwiązania:

„Nie musisz zostać na całych zajęciach. Spróbujmy wejść na pięć minut”.

„Nie musisz teraz rozmawiać z innymi. Możemy najpierw tylko zobaczyć miejsce”.

„Możemy stać przy wyjściu”.

Pomagamy dziecku doświadczyć:

„Mogę wejść w trudną sytuację i nadal mieć możliwość wycofania się albo skorzystania ze wsparcia”.

Zmuszanie też może utrwalać lęk

Druga skrajność to przymus.

„Nie interesuje mnie, że się boisz. Wchodzimy”.

„Musisz się przyzwyczaić”.

„Nie będę robić scen przez twoje wymysły”.

Dziecko może rzeczywiście wejść.

Jeżeli jednak doświadczenie będzie bardzo silne i pozbawione poczucia kontroli, może zapamiętać:

„Nowe miejsca są niebezpieczne, a gdy się boję, nikt mnie nie słucha”.

Przy kolejnej sytuacji lęk może pojawić się jeszcze wcześniej.

Dlatego chcemy znaleźć równowagę:

nie usuwamy wszystkich trudnych doświadczeń, ale nie wrzucamy dziecka w nie bez przygotowania i wsparcia.

Dajmy wybór tam, gdzie możemy

Nowa sytuacja oznacza mało kontroli.

Możemy zwiększyć poczucie wpływu poprzez drobne wybory.

Na przykład:

„Chcesz wejść pięć minut wcześniej czy dokładnie na czas?”.

„Chcesz najpierw zobaczyć salę czy toaletę?”.

„Wolisz usiąść bliżej drzwi czy z boku?”.

„Chcesz zabrać słuchawki czy ulubiony przedmiot?”.

„Jeśli będzie trudno, wolisz wyjść ze mną na chwilę czy usiąść w spokojnym miejscu?”.

Nie pytamy:

„Czy w ogóle chcesz iść?”

jeżeli wyjście jest konieczne.

Dajemy wybór w ramach rzeczy, które naprawdę mogą zostać wybrane.

Przygotujmy plan wyjścia

Dziecko może mniej bać się wejścia, jeżeli wie, co stanie się w chwili przeciążenia.

Możemy ustalić:

„Jeżeli będzie bardzo głośno, wychodzimy na pięć minut”.

„Jeżeli powiesz »przerwa«, pójdziemy w spokojne miejsce”.

„Będę siedział przy drzwiach”.

„Jeśli po trzydziestu minutach nadal będzie bardzo trudno, zdecydujemy, czy wracamy”.

To nie oznacza, że przy pierwszym napięciu natychmiast wychodzimy na zawsze.

Dziecko wie jednak, że nie jest uwięzione.

Samo poczucie posiadania wyjścia często obniża poziom lęku.

Ustalmy prosty sygnał

W nowym miejscu dziecku może być trudno powiedzieć:

„Jestem już na granicy i nie potrafię dalej funkcjonować”.

Możemy ustalić:

  • słowo „przerwa”,
  • gest dłoni,
  • pokazanie określonej karty,
  • dotknięcie rodzica,
  • wiadomość w telefonie.

Sygnał powinien być dyskretny, jeśli dziecko boi się zwracać uwagę innych.

Warto wcześniej powiedzieć:

„Kiedy zrobisz ten gest, będę wiedział, że potrzebujesz chwili”.

Nie znikajmy bez zapowiedzi

Jeżeli dziecko ma zostać w nowym miejscu bez rodzica, warto jasno powiedzieć, jak będzie wyglądało rozstanie.

Unikajmy wymykania się, kiedy dziecko zaczyna być zajęte.

Może to ułatwić wyjście w danym momencie, ale przy kolejnym spotkaniu dziecko może zacząć jeszcze bardziej kontrolować obecność rodzica.

Możemy powiedzieć:

„Wejdziemy razem. Zostanę przez dziesięć minut. Potem powiem ci, że wychodzę. Wrócę o piętnastej”.

Dziecko może protestować.

Nadal ważne jest, żeby komunikat był przewidywalny.

Możemy używać czasu zamiast niejasnego „chwilę”

„Zaraz wrócę”.

„Będziemy tutaj niedługo”.

„Jeszcze trochę”.

Dla dziecka takie komunikaty mogą być zbyt nieprecyzyjne.

Jeżeli potrafi rozumieć czas, lepiej powiedzieć:

„Zostajemy do 16:30”.

„Po dwóch zabawach wracamy”.

„Kiedy skończy się ta lekcja, przyjdę”.

Możemy użyć:

  • zegarka,
  • timera,
  • planu obrazkowego,
  • konkretnej liczby aktywności.

Widoczny koniec zmniejsza niepewność.

Zabierzmy coś znajomego

Znany przedmiot może pomagać w regulacji.

Może to być:

  • zabawka,
  • słuchawki,
  • książka,
  • bluza,
  • przedmiot sensoryczny,
  • butelka z ulubionym napojem.

Nie musimy traktować tego jako „dziecinnego zachowania”.

Jeżeli przedmiot pomaga dziecku bezpieczniej wejść w nowe miejsce, może być użytecznym narzędziem.

Z czasem jego znaczenie może samo się zmniejszyć.

Nie wymagajmy natychmiastowej aktywności społecznej

Dziecko wchodzi na nowe zajęcia i słyszy:

„No idź, przywitaj się”.

„Zapytaj dzieci, jak mają na imię”.

„Nie stój przy mnie”.

To może być kolejna warstwa presji.

Niektóre dzieci najpierw potrzebują:

  • obejrzeć przestrzeń,
  • posłuchać,
  • zobaczyć, co robią inni,
  • znaleźć bezpieczne miejsce,
  • oswoić się z prowadzącym.

Obserwowanie również może być pierwszym etapem uczestnictwa.

Możemy powiedzieć:

„Możesz najpierw popatrzeć. Jak będziesz gotowy, zdecydujesz, czy chcesz dołączyć”.

Jeżeli aktywne uczestnictwo jest konieczne, warto przygotować konkretny pierwszy krok.

Nie porównujmy z innymi dziećmi

„Zobacz, wszyscy już weszli”.

„Twoja siostra nigdy się tak nie bała”.

„Młodsze dzieci sobie radzą”.

Takie porównanie może zwiększać wstyd, ale nie zmniejsza lęku.

Dziecko może zacząć myśleć:

„Nie tylko się boję. Jeszcze coś jest ze mną nie tak”.

Możemy zamiast tego zauważyć indywidualny wysiłek:

„Widzę, że wejście jest dla ciebie trudne, ale doszedłeś już do drzwi”.

„Wczoraj nie chciałeś nawet oglądać zdjęć, a dzisiaj jesteś tutaj”.

Porównujemy dziecko przede wszystkim do jego wcześniejszych możliwości.

Nie nagradzajmy wyłącznie „braku strachu”

Możemy powiedzieć:

„Byłeś taki dzielny, nawet nie płakałeś”.

Nieświadomie uczymy wtedy, że sukces oznacza ukrywanie lęku.

Lepszy komunikat:

„Bardzo się bałeś i mimo tego wszedłeś na kilka minut”.

„Powiedziałaś, że potrzebujesz przerwy”.

„Zauważyłeś, że robi się za głośno, i skorzystałeś ze słuchawek”.

Doceniamy strategię, nie brak emocji.

Dziecko nie musi przestać się bać, żeby zrobić coś ważnego.

Co zrobić, kiedy dziecko chce natychmiast wyjść?

Nie każda prośba o wyjście musi automatycznie oznaczać koniec.

Możemy najpierw sprawdzić:

„Potrzebujesz przerwy czy chcesz całkowicie wrócić do domu?”.

„Co jest teraz najtrudniejsze?”.

„Czy jeśli wyjdziemy na pięć minut, spróbujesz wejść ponownie?”.

Czasami krótka przerwa wystarczy.

Czasami dziecko po wyjściu jasno pokaże, że osiągnęło już swój limit.

Jeżeli sytuacja nie jest konieczna, możemy uznać:

„Na dzisiaj wystarczy”.

Ważne, żeby później nie zamykać tematu na zawsze.

Możemy zaplanować mniejszy krok kolejnego dnia.

Co zrobić, jeśli sytuacja jest obowiązkowa?

Nie każdej nowości możemy uniknąć.

Dziecko musi czasem:

  • rozpocząć szkołę,
  • pójść do lekarza,
  • wejść do nowego urzędu,
  • zmienić miejsce zamieszkania,
  • uczestniczyć w ważnym wydarzeniu.

W takich sytuacjach nie pytamy wyłącznie:

„Czy chcesz?”.

Przygotowujemy plan:

  • co jest obowiązkowe,
  • co możemy zmienić,
  • jakie bodźce można ograniczyć,
  • kto będzie z dzieckiem,
  • jak długo potrwa sytuacja,
  • gdzie można zrobić przerwę,
  • co wydarzy się później.

Możemy powiedzieć:

„Musimy dziś wejść do lekarza. Nie musisz jednak rozmawiać z każdym w poczekalni. Możesz mieć słuchawki i siedzieć obok mnie”.

Granica pozostaje jasna, ale sposób jej realizacji uwzględnia potrzeby dziecka.

Po wszystkim dajmy czas na regenerację

Nowa sytuacja może kosztować dużo energii, nawet jeśli przebiegła spokojnie.

Dziecko może po powrocie:

  • być drażliwe,
  • potrzebować ciszy,
  • nie chcieć rozmawiać,
  • długo korzystać z jednej aktywności,
  • być bardziej zmęczone niż zwykle.

Nie planujmy od razu kolejnej wymagającej rzeczy, jeśli nie jest konieczna.

Po trudnym wyjściu dobrze może działać:

  • wolne popołudnie,
  • ulubiona aktywność,
  • spokojny posiłek,
  • mniej pytań,
  • znana rutyna.

Regeneracja jest częścią całego procesu.

Porozmawiajmy o doświadczeniu dopiero później

Po wyjściu możemy mieć ochotę zapytać:

„No i było się czego bać?”.

Lepiej uniknąć takiego podsumowania.

Możemy zapytać:

„Co było trudniejsze, niż myślałeś?”.

„Co było łatwiejsze?”.

„Co ci pomogło?”.

„Co następnym razem możemy zrobić inaczej?”.

„Czy coś cię zaskoczyło?”.

Dzięki temu kolejne doświadczenie może być lepiej przygotowane.

Dziecko uczy się również analizowania własnych potrzeb.

Stwórzmy „mapę nowych miejsc”

Jeżeli dziecko często ma trudność z nowymi przestrzeniami, możemy zauważać wspólne elementy.

Możemy po każdej sytuacji zapisać:

Co pomagało?

  • zdjęcia,
  • obecność rodzica,
  • wcześniejsze wejście,
  • słuchawki,
  • miejsce przy wyjściu.

Co utrudniało?

  • tłok,
  • brak informacji,
  • głośna muzyka,
  • nagła zmiana,
  • dużo pytań.

Co warto zrobić następnym razem?

  • przyjechać wcześniej,
  • ustalić czas wyjścia,
  • zabrać słuchawki,
  • pokazać zdjęcia,
  • poinformować prowadzącego.

Z czasem nie musimy tworzyć całego planu od początku.

Zaczynamy wiedzieć, jakie warunki pomagają naszemu dziecku.

Czasami problemem nie jest samo miejsce

Dziecko może mówić:

„Nie chcę tam iść”.

Przyczyną może jednak być coś zupełnie innego.

Na przykład:

  • konkretna osoba,
  • wcześniejsze wyśmianie,
  • trudne zadanie,
  • lęk przed oceną,
  • hałas,
  • konieczność przebierania się,
  • zapach jedzenia,
  • rozstanie z rodzicem.

Jeżeli za każdym razem skupiamy się tylko na oswajaniu budynku, możemy nie trafić w prawdziwą trudność.

Warto pytać:

„Co dokładnie sprawia, że to miejsce jest trudne?”.

Zwróćmy uwagę, czy lęk się rozszerza

Dziecko może najpierw bać się jednego konkretnego miejsca.

Później zaczyna unikać podobnych sytuacji.

Na przykład:

najpierw nie chce iść na jedne zajęcia,

potem na żadne zajęcia grupowe,

później nie chce wychodzić w miejsca, w których są nieznane osoby.

To ważny sygnał.

Unikanie zaczyna ograniczać codzienne funkcjonowanie.

Warto wtedy działać wcześniej, zamiast czekać, aż lęk obejmie coraz więcej sytuacji.

Nie każde dziecko potrzebuje takiego samego tempa

Możemy znać dziecko, które po jednym wejściu do nowego miejsca przestaje się bać.

Nasze może potrzebować pięciu prób.

To nie znaczy, że robimy coś źle.

Tempo zależy między innymi od:

  • temperamentu,
  • wcześniejszych doświadczeń,
  • wrażliwości sensorycznej,
  • poziomu lęku,
  • możliwości komunikowania potrzeb,
  • zmęczenia,
  • stopnia nieprzewidywalności sytuacji.

Najważniejsze, żebyśmy widzieli kierunek.

Czy dziecko stopniowo zdobywa więcej możliwości?

Czy może zrobić trochę więcej niż wcześniej?

Jeśli tak, małe kroki mają sens.

Kiedy warto poszukać dodatkowego wsparcia?

Warto rozważyć konsultację, gdy:

  • lęk przed nowymi miejscami bardzo ogranicza codzienne życie,
  • dziecko rezygnuje z coraz większej liczby aktywności,
  • samo wspomnienie o wyjściu wywołuje bardzo silne reakcje,
  • lęk utrzymuje się długo przed wydarzeniem,
  • pojawiają się częste bóle brzucha, głowy lub inne objawy fizyczne,
  • dziecko nie jest w stanie wejść do miejsc koniecznych, takich jak szkoła czy gabinet lekarski,
  • cała rodzina zaczyna podporządkowywać życie unikaniu nowych sytuacji,
  • dotychczasowe próby kończą się coraz większym napięciem,
  • nie wiemy, czy zachęcać dalej, czy odpuścić.

Podczas konsultacji możemy wspólnie rozłożyć trudną sytuację na mniejsze elementy, sprawdzić, co właściwie wywołuje lęk i przygotować plan kolejnych kroków.

Nie chodzi o wrzucenie dziecka na głęboką wodę.

Nie chodzi też o usunięcie z jego życia wszystkiego, czego się boi.

Chcemy znaleźć taką drogę, na której może doświadczać nowości z wystarczającym poczuciem bezpieczeństwa.

Pomagamy zrobić krok, nie udowodnić, że strach jest bez sensu

Dziecko nie potrzebuje od nas dowodu, że jego lęk jest irracjonalny.

Potrzebuje doświadczenia:

„Boję się, ale mam plan”.

„Nie wiem wszystkiego, ale ktoś mi pomoże”.

„Mogę zrobić przerwę”.

„Nie muszę od razu robić wszystkiego”.

„Mogę wejść i zobaczyć”.

Czasami sukces oznacza udział w całym wydarzeniu.

Czasami wejście do budynku.

Czasami przejechanie obok i obejrzenie miejsca.

Jeżeli kolejne kroki prowadzą stopniowo do większej swobody, idziemy w dobrą stronę.

Naszym celem nie jest wychowanie dziecka, które niczego się nie boi.

Chcemy pomóc mu nauczyć się, że lęk nie zawsze musi podejmować decyzje za nie.

Powiązana usługa

Wsparcie rodziców dzieci z ASD i szczególnymi potrzebami

Pomoc w codzienności, komunikacji, regulacji emocji i przeciążeniu rodzica.

Opis usługi: Wsparcie rodziców dzieci z ASD i szczególnymi potrzebami